Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wisior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wisior. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 stycznia 2020

Zawsze zostaje trochę nitki na czółenku :-)

Zawsze zostaje trochę nitki na czółenku :-)
Zawsze też stawiam sobie pytanie, co z tymi kawałkami zrobić. Wyrzucić szkoda, więc z reguły robię jakieś małe formy, jak pokazywane kwiatuszki TUTAJ, czy małe serwetki TUTAJ, różyczki, czy kolczyki z samych kółeczek TUTAJ. A tym razem z resztek pozostałych po zrobieniu kompletów ze srebrnej i złotej metalizowanej nitki (jeszcze ich nie pokazałam), powstały drobiazgi, które zatopiłam w żywicy. Chciałabym podprawić trochę warsztat "żywiczy", poćwiczyć szlifowanie itd, więc kolejne próby są i "coś" tam działam.
Dzisiaj prezentuję więc, połączenie srebra i złota, czyli takie które kiedyś uchodziło, za szczyt kiczu, ale teraz staje się nawet modne i wcale mnie nie razi. Ot jak się gusta zmieniają :-)
Czas jednak już na prezentację, na początek podłużna zawieszka :-)



Nie jest łatwo zrobić zdjęcie, jak wszystko się świeci i odbija, ale trzeba próbować. Do zawieszki powstały jeszcze kolczyki. W nich zrobiłam trochę błędów, ale ćwiczenie czyni mistrza :-)



Takim oto sposobem z końcówek nitek i resztek żywicy powstał srebrno-złoty komplet. Całkiem zgrabny komplet :-) Zawieszkę można nosić na długim łańcuszku, ale także na krótkim rzemyku itd.
Z tą żywicą, to oczywiście bardziej się rozpędziłam, ale o tym, może już w innym poście :-)

Srebrna i złota nitka zostały wyciągnięte m.in. dlatego że Szuflada ogłosiła wyzwanie "Srebro, złoto" LINK więc dołączam do zabawy, zwłaszcza, że są oba kolory



Mam nadzieję, że zdążę także pokazać "oryginalne" srebrno-złote komplety, bo przecież ten dzisiejszy to tylko odrzut :-)

Na tym kończę, bardzo Wam dziękuję za wszystkie życzenia, kartki i każde słowo które u mnie zostawiacie - BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ :-)

pozdrawiam serdecznie i mówię do zobaczenia

Justyna

poniedziałek, 29 lipca 2019

Historia pewnego Bławatka :-)

Historia pewnego Bławatka :-)
Witam Was serdecznie przy poniedziałku :-)
Dzisiaj będzie, chyba nawet nie taka krótka historia pewnego Chabra Bławatka :-) Kwiatuszek śliczny, pomimo iż Wikipedia nazywa go pospolitym chwastem.  Do tego jest w jedynie słusznym kolorze, czyli błękitnym :-) Ten właśnie cudny kwiatek, albo wzór na jego zrobienie przyleciał do mnie za pośrednictwem Ani, od Coricamo, za udział w SALu z Zegarem link. Był totalnym zaskoczeniem, ale niewątpliwie bardzo miłym. W pewnym momencie, już po powrocie z wojaży, w porywie chwili stwierdziłam, że spróbuję, zobaczę, wyhaftuję. Trochę chciałam zakombinować i haftować na lnie, ale po konsultacjach wyszło, że hafcik i tak dosyć mały, więc podmieniłam tylko białą kanwę z zestawu na "rustico" i zabrałam się za pracę. To była sama przyjemność i powstał całkiem ładny haft, rzeczywiście nieduży, ale uroczy :-)


Jakoś tak, praca szybko się skończyła, nitek z zestawu zostało, a rączki chciały jeszcze coś zrobić, a niezastąpiona Wena (trwaj, Weno trwaj :-) podpowiedziała, zrób wisior, taki haftowany. Pamiętasz, kiedyś już myślałaś, wzorów szukałaś? Stwierdziłam więc, ok. Znalazłam bazę, jedną jedyną, powróciłam do pomysłu z lnem i wyhaftowałam kawałek powyższego wzoru i oprawiłam. I wiecie, że się udało, po prostu dało się i mam :-) A z większego haftu zrobiłam kartkę, więc z przyjemnością Wam teraz pokażę :-) :-) :-)




Takie, nie do końca oczywiste kolory w kartce, ale mnie się bardzo podobają, a z wisiora jestem bardzo dumna. Plan był, żeby zgłosić go do wyzwania na blogu DIY, gdzie trwa wyzwanie "Biżuteria – koła i spirale" link. I zaczęło się, że to owal, a nie koło, ale że owal to jednak takie "kopnięte" koło, a był nawet głos Matematyka, że elipsa, to "rzut równoległy koła i że okrąg to szczególny przypadek elipsy". No to już był koronny argument, że mogę brać udział w wyzwaniu. I w zasadzie nic nie stało na przeszkodzie. No może łańcuszek dobrać, a może dorobić frywolny. I znowu się zaczęło. A nie masz innej bazy, a były jeszcze takie malutkie, co to niby na kolczyki, albo bransoletkę miały być. Ale przecież to maleństwo jest, ripostowałam, ale ta Wena naciskała, ale jak się ponownie głos Matematyka wtrącił, lekko podpuszczając mnie, to się zawzięłam i dorobiłam jeszcze malutkie maleństwo. No drobina okrutna, bo to cały centyment średnicy ma, ale udało się. Dorobiłam frywolny łańcuszek i można nosić :-)



A do wisiora, też w sumie dorobiłam frywolny łańcuszek, tylko troszkę grubszy i z dodatkiem zgniłej zieleni:



a z resztek nitek na czółenkach kolczyki i jest cały komplet. Zdjęcia były trudne do zrobienia, bo ustawienie ostrości na tę drobnicę, mnie wykańczało, ale myślę, że ogólny pogląd da się wyrobić :-)




Razem z kartką, tworzą ciekawą całość:



Słowo się rzekło i chabrowy wisior z bransoletką zgłaszam na wyzwanie na blogu DIY "Biżuteria - koła i spirale" 



Dodatkowo na blogu Art-Piaskownicy jest wyzwanie pt. "Kwiaty" więc Bławatkowy komplet wysyłam także na ten blog z pięknymi pracami :-)


Wiem, że post już dosyć przydługi, ale muszę się Wam przyznać, że najlepiej mi się tworzy, jak nic nie muszę.  Zrobię fragment, potem jeszcze coś, potem wpadnę na kolejny pomysł, no sama radość :-)
Znów nieskromnie powiem, że podobają mi się te haftowane biżutki i mimo, iż można by powiedzieć, że są staromodne, albo niemodne, to ja się z tym nie zgadzam, bo mnie się po prostu podobają :-)


Na tym kończę, mam nadzieję, że nie zanudziłam Was, a może nawet troszkę zaciekawiłam swoją pisaniną :-) Dziękuję, że zaglądacie, że zostawiacie tak miłe słowa - BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ :-)

A teraz już pozdrawiam wszystkich zaglądających i mówię do zobaczenia :-)

Justyna

niedziela, 24 marca 2019

Kula kwiatula :-)

Kula kwiatula :-)
Witajcie :-)
Ostatnio pokazywałam moje kwiatowe inspiracje do naszego cyklu "Kochamy frywolitkę", ale dzisiaj chciałabym wrócić do tego tematu :-) Tak czasami mam, że jak robię jedną rzecz, to nagle wpada mi do głowy nowy pomysł i wtedy rzucam wszystko i robię, próbuję, czasem się wściekam, bo efekt nie jest taki jak bym chciała, a czasem nawet powstaje coś zaskakującego. Otóż ostatnio jak czyściłam czółenka z nitek, to postanowiłam spróbować zrobić różyczki według wzoru Agnieszki Szulc-Gontarek LINK. Wzór na jedno czółenko, więc jakoś tak same się te różyczki robiły i wtedy przyszedł mi pomysł do głowy, żeby je tak razem zebrać i zrobić "Kulę Kwiatulę". Podziwiałam już takie, zrobione jednak były z koralików. Konkretnie w głowie miała cudną kulę zrobioną przez Anię z Sowiarni TUTAJ.  Postanowiłam, więc zrobić taką właśnie z różyczek frywolnych. Początkowo miało ich być dwanaście, żeby był to dodekaedr foremny, ale cały czas zostawały mi dziurki w kuli, więc dołożyłam jeszcze dwie różyczki. Wiadomo, różyczki frywolne trudno nazwać figurami "foremnymi" więc może być i trochę ARTu. Wyszło w mojej ocenie ciekawie, chociaż jeszcze trochę muszę nad tym wzorem popracować.  Zobaczcie zresztą sami ….



Kulka jest jedna, tylko zrobiona z różnokolorowych różyczek, więc w zależności jak się układa, takie kolory są bardziej widoczne. Starałam się oczywiście, aby takie same różyczki nie leżały obok siebie, chociaż nie do końca mi się to udało.



Do kuli dowiesiłam "dyndadełko" z takiego samego łańcuszka, na którym zawiesiłam całość. Żeby jednak trochę przełamać ten metal dołożyłam frywolne kółeczka (jak z poprzedniego posta LINK) i odrobinę koralików, tak dla obciążenia :-)
Zrobiłam zdjęcia także na mojej Czarnej Damie. Na potrzeby zdjęć maksymalnie skróciłam łańcuszek, chociaż w przeznaczeniu jest do noszenia raczej "na długo"




Reasumując, tworząc tę kwiatową kulę, miałam "wzloty i upadki" łącznie z chęcią ciśnięcia w kąt, ale ostatecznie projekt mi się podoba i teraz chodzi za mną taka kulka w zieleniach, może z kropelką przełamania melanżową nitką, ale nie wyprzedzajmy, bo projekt na razie jest tylko w mojej głowie :-)
Dla zainteresowanych dodam jeszcze że w środku jest mały koralik, przez który przeciągałam nitki od różyczek i oczywiście na nim też zamontowałam biżuteryjne uchwyty. Nie wiem, czy dostrzegacie ten koralik w środku, ale zdjęcie takie mocno robocze, chociaż może trochę poglądu daje :-)



A na koniec jeszcze kilka zdjęć w plenerze, bo wiosna taka piękna, że nie mogę się powstrzymać :-)
Za tło robią "kwiaty" mojej olchy, które mam teraz wszędzie, więc i na zdjęciach być muszą :-)




Na tym kończę posta, którego miało nie być, ale chyba fajnie, że jest co pokazać.
Dziękuję Wam, że do mnie zaglądacie, że zostawiacie tak miłe słowa w komentarzach - BARDZO DZIĘKUJĘ :-)

teraz już pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich zaglądających
do zobaczenia

Justyna

P.S. oczywiście dorzucam "Kulę Kwiatulę" do naszej zabawy LINK, cieszę się że i Wam temat się spodobał :-)


sobota, 9 marca 2019

Boho :-)

Boho :-)
Witam :-)
Dzisiaj chciałam pokazać Wam pracę w stylu boho. Czy ja lubię taki styl, pewnie tak, a na pewno elementy tego stylu są mi bliskie, takie jak kolory, powiewające frędzle, czy chwosty, ustalamy więc że lubię :-)  A jak lubię, to proszę bardzo pokazuję jak oprawiłam we frywolitkę całkiem spory kaboszon, właśnie z takim wzorem. Powstał on według instrukcji Coriny Meyfeld LINK podczas wydarzenia na grupie FB. Już wcześniej wykorzystywałam ten sposób (np TUTAJ), a tym razem jest tak :-)



Kaboszon duży (średnicy 6 cm), szklany i oczywiście wszystko się w nim odbija, więc zdjęcia ogrodowe, żeby spróbować znaleźć miejsce najlepsze. A że po całym ogrodzie fruwają zaschnięte kwiatostany hortensji to i tutaj się "coś" zaplątało :-)


Uwielbiam tę misterną siateczkę zrobioną przez Matkę Naturę, uwielbiam :-)
Wisior ma być prezentem, więc wymagał opakowania i dostał. Wykorzystałam do tego pudełko na kartki i uważam, że się całkiem fajnie wpasował :-)



Pudełko zarówno wewnątrz (taki techniczny dodatek, który ma ułatwiać wyjmowanie dna), jak i na zewnątrz otrzymało drobne kwiatki, z resztek nitek, które pozostały na czółenku :-)


Bardzo lubię je robić i aż kusi mnie, żeby wrzucić tę pracę do naszego cyklu frywolnego, gdzie w tym miesiącu robimy kwiatki LINK , ale to by było pójście na łatwiznę, więc nie, nie wrzucam i zrobię coś jeszcze :-)

To czas chyba kończyć, dodam tylko, że udało mi się dzisiaj na chwilę wpaść do ogrodu, trochę porządku i w hortensjach zrobić, a teraz leje, no cóż w marcu, jak w garncu, ale wiosnę widać i to bardzo widać:



Teraz to już wszystko, pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających, dziękuję za Wasze miłe słowa, które pozostawiacie  - bardzo, bardzo dziękuję :-)

do zobaczenia

Justyna



niedziela, 27 stycznia 2019

Arktyczny lodowiec :-)

Arktyczny lodowiec :-)
Witajcie :-)
Siadając do pisania tego posta zaczęłam się zastanawiać, czy lubię zimę, czy jestem raczej ciepłolubna i wyszło mi, że jestem wybitnie osobą klimatu umiarkowanego, bo ani nie lubię okrutnych mrozów, ale i upał źle toleruję. Natomiast fascynują mnie mroźne klimaty. Jak byłam młodsza, ta moim marzeniem była i nadal jest, podróż na Antarktydę, zaczytywałam się w książkach Centkiewiczów. Oczywiście nie pogardziłabym także wyprawą w Arktykę, czy na Grenlandię, ale na razie musiałam się zadowolić lodowcami Islandii, chociaż słowo zadowolić zdecydowanie tutaj nie pasuje, bo jestem nimi zauroczona i bardzo chętnie bym tam wróciła :-) Obecnie za oknem znowu zima, a dodatkowo team Art-Piaskownicy w cyklu "podróże małe i duże" wysyła nas do Arktyki, więc postanowiłam dołączyć. W swoich zasobach miałam piękny plaster szarego agatu, który od początku kojarzył mi się właśnie z lodowcem. Bo lodowce nie są idealnie białe, nie są gładkim lodem, tylko właśnie mają warstwy po kolei ubijane przez wyższe pokłady, a np zanieczyszczenia atmosferyczne, czy pyły wulkaniczne powodują, że mają one różne kolory, Znajdują się także wewnątrz nich szczeliny, a nawet jeziora wodne, bo lodowiec wewnątrz ma 0 st C, czyli cały czas się część topi, a część zamarza i utrzymanie tej równowagi zapewnia stałość tych lodowych tworów (tak przynajmniej mówił przewodnik :-) To po tym wstępie, może czas na agat?
Proszę bardzo - oto on - szary plaster agatu w delikatnej frywolnej ramie :-)



Podoba mi się w nim ten środek, bo przypomina właśnie lodową szczelinę:



Prawda, że podobne są?



To może jeszcze islandzki, paskowany lodowiec, już te zdjęcia kiedyś pokazywałam LINK, ale są moje własne, nie z internetu i je lubię, więc bardzo proszę, jeszcze raz:



i jeszcze kilka zimowych ujęć wisiora:




To ubranko skromne, ale wisior jest wytrzymały i mam nadzieję, że nie zmarznie, zwłaszcza na tym ostatni zdjęciu, otulony przez chochołową słomę rozplenicy :-) Frywolitka tym razem pokazała swój charakter i musiałam ją robić dwa razy, bo pierwsze ubranko wyszło za duże i kamień wypadał, więc zmodyfikowałam, jeszcze raz rozpisałam słupki i się udało. Myślę, że było trudniej, niż w innych tego typu wisiorach, bo nie jest on okrągły i ten szpic spowodował, że nie było łatwo. Udało się jednak i jest,  a ja jestem zadowolona :-)

Posyłam więc mój arktyczno-agatowo-frywolny lodowiec na wyzwanie do Art-Piaskownicy :-)


oraz na nasze frywolne wyzwanie, gdzie w tym miesiącu ćwiczymy łączenie frywolitki z kamykami :-)


Chciałam jeszcze jeden, a nawet dwa, sposoby łączenia frywolitki z kamieniem poćwiczyć, ale już raczej nie zdążę w tym miesiącu, więc pokażę jak zrobię :-)

Na tym kończę, bardzo serdecznie dziękuję za Wasze odwiedziny i miłe słowa pod poprzednimi postami - BARDZO DZIĘKUJĘ.
A teraz mówię już do zobaczenia

Justyna