sobota, 20 sierpnia 2016

Złoty piasek

Witajcie :-)
Jakoś nie idzie mi dzisiaj pisanie posta, więc chyba będzie treściwie. Art-Piaskownica w lipcu inspiruje nas kolorami morza i piasku (szczegóły TUTAJ), więc i ja postanowiłam się przyłączyć. Sięgnęłam oczywiście po frywolitkę. Wyciągnęłam z kasetki kolczyki, które kiedyś zrobiłam, ale jeszcze nie pokazywałam. Zrobione według TEGO wzoru, aż prosiły do dorobienie bransoletki. Tym razem poza odcieniami błękitu dołożyłam kilka złotych ziarenek piasku, a na koniec małego chwościka również z niewielkim dodatkiem. To bardzo proszę kilka zdjęć:




Na koniec zrobiłam jeszcze delikatny wisiorek z większego chwosta, guzika, szkiełka i drewienka, czyli drobiazgów które można znaleźć na plaży :-)



Całość odbyła także małą sesję zdjęciową z moją ogrodową latarenką:






No to zamiast wielkiego gadania jest dużo zdjęć, ale może się to troszkę wyrównuje.
Dodaję swoją pracę do wyzwania w Art-Piaskownicy pt. KOLORY lipca


Na tym dzisiaj zakończę, bo chyba jednak mi to pisanie jakoś nie idzie,

pozdrawiam wszystkich zaglądających bardzo serdecznie

Justyna

sobota, 13 sierpnia 2016

Codzienna elegancja

Witam serdecznie na progu długiego weekendu :-)
Dzisiaj chciałam pokazać, jaki sobie prezent zrobiłam. Otóż ostatnio potrzebowałam założyć "coś" na szyję, żeby odrobinkę dekolt przesłonić i cóż ja mogłam zrobić, oczywiście frywolitkowy naszyjnik. A że dekolt jest w sukience z czarnym nadrukiem, to zrobiłam czarny naszyjnik i kolczyki do kompletu. Skorzystałam z wzoru Coriny (TUTAJ), który jest świetnie rozpisany na jej blogu.
Nie będę dużo gadać, tylko pokazuję.






To może jeszcze zbliżenie:


i takie:



Komplet wysupłany przy użyciu kordonka Madeira Metallic kolor 1071 graphite. Jest to dosyć wymagająca nitka, ale efekt z niej uzyskany bardzo mi odpowiada. Kupiony w sklepie picoto.pl, który szczerze polecam.
Podczas pisania posta przypomniałam sobie, że nie jest to mój pierwszy naszyjnik zrobiony według wzoru Coriny. A poprzedni powstał w grudniu 2014 roku i powędrował do Ani z Sowiarni w blogowej zabawie "podaj dalej" szczegóły znajdziecie TUTAJ, ale u siebie go chyba nie pokazałam, więc tylko tak dla przypomnienia:



Wzór mi się bardzo podoba i w sumie efekt w obu odsłonach również. Może i sobie jeszcze taki niebieski poczynię? Nie wiem, bo ilość planów w mojej głowie, mnie czasem przeraża, ale zaczynamy długi weekend, więc coś na pewno się zrobi :-)
Oczywiście komplet dodaję do naszej ostatniej lekcji we wspólnej nauce frywolitki pt. "Ring wolny"

Na koniec chciałabym jeszcze bardzo serdecznie podziękować za każde słowo, a są one bardzo miłe pod poprzednim postem z widełkowymi drobiazgami i w ogóle. DZIĘKUJĘ BARDZO :-)

pozdrawiam, wypoczywajcie

Justyna

piątek, 5 sierpnia 2016

Kolory na widelcu :-)

ups, raczej na widełkach :-)

Witam serdecznie wszystkich zaglądających, cieszę się, że jesteście i dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednimi postami. Każdy prowadzący bloga wie, że nie ma lepszej motywacji, niż pozytywne komentarze. Dziękuję więc jeszcze raz :-)

Dzisiaj chciałam pokazać drobiazgi, które przygotowałam na trzecią lekcję wspólnej nauki widełek. Gdyby ktoś potrzebował przypomnienia o czym piszę, to szczegóły znajdzie TUTAJ. Wydawało mi, że od samego początku wiem, co zrobić, ale życie z lekka zweryfikowało moje pomysły, czyli pierwszy chwilowo został zarzucony :-) Tak naprawdę to miała tutaj duży udział oczywiście Renia i to nie dlatego, że przygotowywała temat 3 odsłony widełek, ale wówczas jak pokazała swoje delikatne serwetki TUTAJ. Tak mi się spodobały, że postanowiłam zrobić podobne. Sięgnęłam po bawełnę leżącą w koszyku, padło na kolor zielony i bordowy i zrobiłam takie maleństwa:


według TEJ inspiracji. Zrobiłam te serwetki tak trochę próbnie, ale efekt mnie pozytywnie zaskoczył. Są wykrochmalone, aby lepiej się układały. Podoba mi się ich delikatność i taka zwiewność. Jak znajdę trochę więcej czasu to spróbuję zrobić większą na duży stół. 
A teraz jeszcze trochę zbliżeń:




i z filiżanką kawy :-)





i jeszcze takie



Teraz patrząc na te zdjęcia mam takie bożonarodzeniowe skojarzenia, może to ze względu na kolory serwetek :-)

Ale nie były to moje pierwsze próby w tym temacie, jak zresztą wspomniałam wyżej. Tak tylko informacyjnie pokażę, że na początek zrobiłam widełkowe kwiatki, według TEGO przepisu. Chciałam je użyć jako aplikacji do tuniki, ale po próbnym przypięciu szpilkami, zupełnie mi się ten pomysł nie spodobał, więc na razie zostały kwiatki i chyba znowu zrobię chustę. Już nawet dokupiłam włóczkę. A kwiatki wyglądają tak:




Jest ich pięć, czyli niezbyt dużo, ale zawsze można dorobić, chociaż są bardzo włóczkożerne. A może macie pomysł jak je wykorzystać? Chętnie wysłucham Waszych pomysłów :-)
To jeszcze baner trzeciego ETAPU


Na koniec już nieco przydługiego posta, chciałabym jeszcze bardzo, ale to bardzo podziękować mojej blogowej przyjaciółce Reni, która zrobiła mi ostatnio ogromną niespodziankową przyjemność, obdarowując mnie własnoręcznie wykonaną torbą


Moje zdjęcie jest tylko poglądowe, szczegóły znajdziecie TUTAJ. Otóż Renia przygotowała Candy. Ja oczywiście też się zgłosiłam i mimo iż nie wygrałam to dostałam wybraną torbę. Jest ona perfekcyjnie uszyta, nie mogę się nadziwić patrząc na te wszystkie przeszycia, kieszonki i inne detale. Reniu, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję za piękny prezent. A torbę używam cały czas i spisuje się świetnie.

Na tym już kończę, pozdrawiam serdecznie i biegnę do różnych pozaczynanych prac, które mam nadzieję wkrótce pokazać. A przecież i latem także trzeba się nacieszyć :-)

pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia

Justyna

niedziela, 31 lipca 2016

Poza"lekcyjne" zaległości

Witam serdecznie i baaardzo gorąco :-)
U nas środek lata, duszno, parno i co chwilę pada deszcz, ale nie przynosi ulgi, a ja w tym wakacyjnym klimacie wracam do lekcji. Wracam, ale tak z radością, bo one takie "chciane" były. Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie pokazałam Wam co powstało na dwóch ostatnich lekcjach z koronki klockowej na kursie w Wilanowie. Nasza Pani nas bardzo chwaliła, że zdolne jesteśmy i pilne i takie ogólnie artystyczne, więc dała nam trudny temat (tak mówiła :-), czyli połączenie płócienka (lekcja 1 i 2- tzw. bandaż), siatki (lekcja 3) i jeszcze do tego pajączek i taki dziwny brzeg. Brzmi to może bardzo skomplikowanie, ale krok po kroku i wszystko się udało :-) Ola przerabiała swoją lekcję eksternistycznie i już dawno swoją pracę pokazała TUTAJ, a ja ... zresztą nieważne, pokażę dzisiaj:



Uważam, że zakładka wyszła śliczna, jest w niej kilka błędów, ale nie powiem gdzie, bo nie za bardzo widać :-)
A na ostatniej lekcji było powtórzenie. Kto chciał to kończył poprzednią pracę, a można było zrobić trochę inne połączenie płócienka z siatką.  I z tego "próbnika" również zrobiłam zakładkę, bo to tak najłatwiej mi jakoś wychodzi:



A że weekend był spokojny to i książkę udało mi się przeczytać, którą Wam bardzo polecam, podobnie jak i inne pozycje Elżbiety Cherezińskiej :-)


Kurs koronki klockowej zaliczyłam, na szczęście ma być kolejny etap, więc będę Was jeszcze zamęczać, ale sami musicie przyznać, że taka koronka jest wyjątkowo urokliwa:



Dzisiaj może mniej kolorowo, ale nie chciałam przyćmić feerią barw delikatnej koronki. Dziękuję Wam bardzo, za wszystkie miłe komentarze (innych nie było) pod roślinnymi kaloszami, pozdrawiam serdecznie i na koniec załączam jedno zdjęcie ogrodowe :-)


pa, pa

Justyna

P.S. Dostałyśmy zadanie domowe, ale na razie czeka na zamówione klocki, bo na spinaczach robi się fatanie :-(

czwartek, 28 lipca 2016

Ja noszę, kaloszę

A w podtytule, kalosze które zostawiłam na chwilę przed domem i mi w nich ....
No właśnie o tym będzie dzisiejszy post.
A tak w kwestii wyjaśnienia tytułu, to u mnie w domu była taka "przekomarzanka" można by rzec gramatyczna:
ja - noszę, koloszę
ty - nosisz, kalosisz  itd

Ale chyba jednak zbyt daleko odeszłam od tematu. Otóż dzisiaj chciałabym Wam pokazać czym się kończy pozostawienie ogrodowych butków przed domem. Ja właśnie tak zrobiłam, a wcale nie stały długo, a potem wyszłam i własnym oczom nie wierzyłam. Co tam się wydarzyło zobaczcie sami:



Tak, nie mylicie się, wyrosły w nich "chabazie" jakby powiedział mój Tato. Tylko, że te chabazie takie jakieś ładne i w ogóle całość też mi się spodobała, więc zostawiłam, a nawet zabrałam i przeniosłam na drugą stronę, na taras żeby mi nikt nie zabrał, albo na nóżki nie założył :-)

A teraz już na poważnie :-) pomysł z ozdobieniem kaloszy i zrobieniem z nich doniczek chodził już za mną od dawna, widziałam zresztą różne tego typu projekty w necie, a tzw. przerwa wakacyjna w naszej wspólnej nauce decu wydawała mi się świetną okazją do wykonania tego projektu. Zresztą to nie pierwsze buty, które wpadły pod moje pędzle :-) (można ewentualnie zerknąć TUTAJ)
Znalazłam w garażu nieużywane kalosze w wersji krótkiej, delikatnie je podcięłam, pomalowałam, pomazałam pastą strukturalną, nakleiłam serwetkę z ulubionym folkowym wzorem, pochlapałam, pociapałam, a na koniec polakierowałam i mam. Poniżej zdjęcia na różnym etapie prac:





a tak wyglądają skończone, ale jeszcze przed posadzeniem:





Mnie się podobają, uważam że wyszły ciekawie.
A teraz mimo iż jest już dużo zdjęć to jeszcze kilka z roślinami, najpierw przed wejściem:




i w miejscu docelowym, czyli na tarasie tak trochę pod ławką, że niby przypadkiem ktoś zostawił :-)



Praca wędruje, hi, hi :-) na wakacyjny decoupage do Reni, więc należy się baner:


a już jako ostatnie wrzucę takie "podsumowanie zmian"


Na tym kończę, cieszę się iż mimo letnio-urlopowego okresu zaglądacie do mnie, ale zapewne jak ja jesteście trochę uzależnione/ni :-)
Dzisiaj już długo, więc następnym razem podzielę się z Wami moimi miłymi niespodziankami, a teraz już pozdrawiam serdecznie i mówię do zobaczenia 

Justyna