niedziela, 13 sierpnia 2017

Morskie skojarzenia?

Witajcie!
Lato w pełni, długi weekend również, czas więc coś napisać/pokazać. U mnie mimo wysokich temperatur weny ostatnio całkiem sporo, więc dzisiaj pokażę ….. ku Waszemu zaskoczeniu frywolitkę :-) No, co ja biedna poradzę, jak nie mogę przestać. Ale, ale … miało być o morskich skojarzeniach i będzie. W Szufladzie pojawił się fajny temat Gościnnej Projektantki ARTmady zatytułowany "Różowe morze". Tak nie do końca oczywisty jest ten temat, ale mnie się bardzo spodobał, bo pozwala poćwiczyć wyobraźnię :-) To może na początek prezentacja, a wyjaśnienia zostawiam na potem:


ale może lepiej w bardziej "naturalnym" środowisku




To teraz już wszystko jasne. Powstał komplet z różowo-wrzosowej jedwabnej nitki (wyciągniętej z zakamarków szuflady) płaskich monet z muszli i delikatnych dagerów w kolorze kości słoniowej (oczywiście są sztuczne i żadne słonie tutaj nie ucierpiały). Monet oczywiście więcej w bransoletce, żeby mogły "pobrzękiwać". Wzór na kolczyki to klasyka frywolitki, ale jakoś tak mnie ostatnio wzięło na powrót do korzeni :-)
A czy morze może być różowe? nie wiem, ale plaża na pewno tak, jak np na wyspie Budelli w archipelagu La Maddalena w okolicach Sardynii

 link


Plażę tę można podziwiać jedynie z odległości, bo jest tutaj ścisły rezerwat i dobrze, bo turyści na pewno wynieśliby każde ziarenko piasku. A dlaczego jest różowa? bo znajdują się tam pokruszone pancerzyki otwornicy Miniacina miniacea, które fale wyrzucają na brzeg.
To podbudowę teoretyczną mamy załatwioną, praca przedstawiona, pozostaje więc zgłosić się do wyzwania w Szufladzie


i z dumą nosić "Różowe Morze" i nie zgubić w piasku :-)


Chciałabym Wam także serdecznie podziękować, za przemiłe słowa pod frywolnymi błękitami - bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ :-)
Na tym kończę pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce - może znowu gdzieś pojedziemy?

Justyna

czwartek, 10 sierpnia 2017

Jak lato, to błękit :-)

Witajcie :-)
Ponownie wróciło baaaaardzo upalne lato, a lato zdecydowanie kojarzy mi się z błękitem nieba (chociaż dzisiaj w czasie burzy to była czerń), morza, jezior i tak w ogóle kocham niebieski. Będzie więc dzisiaj o kolejnych słodkościach wyciąganych ze słoika, ale właśnie w kolorze błękitnym.
Na początek najprostszy frywolny wzór, czyli dwa rządki kółeczek (tzw. odwróconych), a pomiędzy nimi koraliki, wyjątkowej urody agaty pasiaste, bo to dla nich powstała  ta bransoletka. Do tego sprawdzony wzór na kolczyki (taki jak pokazywałam w poprzednim poście LINK), który zawładnął mną całkowicie. To nie przedłużam, bo palce kleją się do klawiatury :-)




Komplet będzie prezentem dla koleżanki, której już dawno "coś" obiecałam :-) Jeszcze nie wręczony, ale nawet jak to przeczyta, to mam nadzieję, że się ucieszy :-) Mnie się ta wersja najprostszej frywolitki podoba :-) a Wam?
Zestaw ląduje w zabawie u Reni, bo to przecież "na prezent"

 link

Ale, ale … to nie koniec, bo w słoiku było przecież dużo błękitu :-)


i w związku z tym chciałam pokazać jeszcze parę kolczyków. No, te to już są wakacyjne :-) zresztą zobaczcie sami:


chwosty, dużo koralików, czyli tropikalne lato w pełni :-)



za to zrobienie im zdjęć przyprawiło mnie o ból głowy, ale może jeszcze takie:



Muszę przyznać, że moja frywolna miłość rozgorzała na nowo, bo cały czas coś powstaje i nie mogę przestać. Będę Was więc zamęczać kolejnymi pracami i postami.
A na koniec chciałam jeszcze bardzo, ale to bardzo podziękować, za miłe słowa pod poprzednim, również wakacyjno-frywolnym postem. Są one dla mnie bardzo motywujące, podobnie zresztą jak wsparcie moich "pracowych" koleżanek, które na bieżąco doradzają i zachwycają się moimi rozlicznymi próbami. Dziękuję Wam wszystkim, baaaaaardzo :-)

a teraz już na pewno kończę, pozdrawiam gorąco :-)

Justyna

niedziela, 6 sierpnia 2017

Letnie słodkości :-)

Witajcie :-)
Nareszcie mamy piękne, upalne lato, a mnie jakoś wzięło o dziwo :-)))) na frywolitkę, ale raczej na drobne formy, więc narobiłam różnych-różności, które zamieszkały (przynajmniej czasowo, bo część już przyobiecałam) w cudnym słoiku, który kiedyś dostałam od Oli z przepysznymi ciasteczkami lawendowymi (wow, to było niebo w gębie :-). Słoik duży, ale nie martwcie się, nie jest pełen. Dzisiaj pokażę pierwszą część. Ile ich będzie? nie wiadomo :-)


Na początek komplet w fioletach, błękitach i pomarańczach :-)
Bransoletka zrobiona z pasm jedwabiu sari (to dla mnie nowy materiał), rzemienia i kilku zawieszek. Frywolitki tutaj nie ma dużo, ale znajdą się drobne kwiatki. A kolczyki to kwintesencja frywolitki. Najprostszy wzór - kółko i łuczek i tak dookoła. Do tego drobne kamienie chyba agaty i jest. Proszę bardzo, oto on:



A tak w komplecie, w moich porannych wariacjach fotograficznych:



A tak kocisko wyleguje się w promieniach zachodzącego słońca:



To teraz jeszcze drugi komplet, który można nazwać wariacją na frywolitkę, koraliki i sznur popularnie zwany masajką. Lato sprzyja bogactwu kolorów, więc i u mnie będzie "na bogato", bo wykorzystałam szklane koraliki, które kiedyś dostałam od koleżanki z pracy (dziękuję bardzo :-)





Jest kolorowo :-) A kolczyki według tego samego "klasycznego" wzoru jak wyżej, również z kolorowymi koralikami, chociaż nitka bardziej stonowana - jeansowa


Fajnie się nosi tę bransoletkę, gdy pobrzękują koraliki.


Na dzisiaj to tyle, dwa komplety ze słoika zaprezentowane, ale coś jeszcze się tam znajdzie. Ale o tym na razie sza :-)

Mam nadzieję, że udało mi się podtrzymać wakacyjny nastrój :-) czemu pogoda sprzyja, chociaż dzisiaj na Mazowszu było przyjemniej, bo bez upału.
Teraz już pozdrawiam bardzo serdecznie :-)

Justyna


wtorek, 1 sierpnia 2017

Wakacje z decu cd

Witajcie :-)
Zaczyna się nowy miesiąc, czas więc ogłosić kolejny temat w naszej wspólnej nauce decu. Będzie więc krótko, bo upały doskwierają, a ponieważ wakacje nadal trwają to postanowiłyśmy być wyrozumiałe i damy kolejny luźny temat. W tym miesiącu ponownie dowolność, można zrobić każdą pracę decu i zostanie ona zaliczona, a dla chętnych prosimy zainspirować się kwiatami ogrodowymi, czyli róże, hortensje, goździki i wszelkie inne kwiaty mile widziane. Żeby nie przedłużać wstawiam baner, a inspiracje pozostawiam już WAM "hulaj dusza, piekła nie ma"


To jak? może być taki temat?

wstawiam więc żabę i uciekam się chłodzić, bo ja to raczej człowiek umiarkowanych klimatów jestem

pozdrawiam serdecznie

Justyna


niedziela, 30 lipca 2017

Islandia :-)

Witajcie :-)
Mamy dzisiaj nareszcie piękny, wręcz upalny dzień, ale ja zresztą zgodnie z obietnicą chciałabym się cofnąć do początku lipca, czyli mojego urlopu i podróży na Islandię. Pokażę kilka zdjęć, ale na początek chciałabym jednak nawiązać do tematów rękodzielniczych i  …. Ale może od początku. Jak byliśmy na Islandii, to podróżując wokół wyspy wynajętym samochodem zdarzało nam się wziąć jakiegoś autostopowicza. Pewnego razu podwoziliśmy młodego chłopaka (19 lat), który okazał się być Rosjaninem. Miał on jeden duży plecak, jeden mały i jeszcze w ręce siateczkę z ….. wełną którą kupił dla Mamy. No rozczuliłam się zupełnie :-)  Sierioża natchnął mnie jednak do zakupu takich skarbów, bo przecież Islandia owcami stoi i wełnę mają pierwszej klasy. Tak też zrobiłam, zakupiłam piękną Alafosslopi i sięgnęłam po szydełko tunezyjskie (oczywiście po powrocie). Przecież Beva i Ranya prowadzą lekcje w tej technice. Pierwsza lekcja u Bevy LINK ma nas nauczyć zrobić prostokąt, a jak dziewczyny zapewniały może być także praca "w trakcie" więc pokazuję. Zapragnęłam zrobić szalik, taki miękki, wąski, długi, no pełna klasyka. Mam trzy motki w kolorze szarym i na razie zrobiłam z jednego:


Nic nadzwyczajnego, ale robótki dosyć szybko przybywa, a podstawowy wzór jest taki fajnie geometryczny i bardzo mięsisty:



Dół troszkę się zwija, ale później się tym zajmę. Jeszcze próba otulenia klonu,


baner


i lecimy na Islandię.
Podróż była niesamowita, w zasadzie to nie wiedziałam na co mam patrzeć i co mi się najbardziej podoba. Wszystko było takie inne i niezwykłe, nawet to że można było iść na spacer o północy bo w zasadzie nie robiło się ciemno.
Po długich dyskusjach numerem jeden, została lodowa laguna - Jokulsarlon:





Pozostając w temacie lodowców, tak wyglądał "księżycowy" krajobraz w Parku Narodowym Skaftafell (w tle lodowiec i wodna z niego wypływająca):


 a tak tunele w lodowcu Langjokul



Islandia to oczywiście wulkany (jeden już widzieliście TUTAJ) i ogólnie tereny aktywne
geotermicznie.
Poniżej wulkan Krafla, a raczej widok ze szczytu gdzie zwracają uwagę różne kolory lawy, w zależności od okresu jej uwolnienia:





Nie może oczywiście zabraknąć gejzerów, ten od którego przyjęły nazwę wszystkie na całym świecie obecnie nie "wybucha" ale jego kolega Strokkur, prezentuje się za dwóch:


a na koniec jeszcze wodospady, których jest wiele i co jeden to piękniejszy, albo większy, albo najwyższy, albo najwięcej wody na godzinę itd - poniżej tylko przykładowe:

Gullfos (zwróćcie uwagę na ludzi po lewej stronie, robią za skalę)

Seljalansfoss, można go obejść od wewnątrz

Skogafoss

Hengifos

Detifoss

Godafoss

A i jeszcze była wycieczka na wieloryby i nawet były piękne humbaki :-)



i jeszcze foki i cudne fiordy i ciepłe źródła i czarna plaża z organami, słowem "wakacje marzeń". Gorąco polecam odwiedzenie tej wyspy. Jedynym minusem są ceny, bo wszystko około 4x drożej niż u nas, więc w ramach cięcia kosztów, jak za starych studenckich czasów, namiot, zupki z torebki i ogólnie od razu człowiek się młodziej czuje, pomimo że w nocy temperatura spadała do 4 stopni, ale na plusie :-) Zrobiliśmy około 2,5 tys kilometrów wokół wyspy, nie byliśmy w tzw. interiorze i na pewno chcemy tam wrócić. Przede wszystkim trzeba zobaczyć zorzę, ech… 
To tyle wspomnień, mam nadzieję, że wytrzymaliście do końca, a może nawet Kogoś natchnęłam do podróży w te rejony. Pozdrawiam więc wytrwałych bardzo serdecznie i do zobaczenia wkrótce

Justyna