Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2018

Antarktyda :-)

Antarktyda :-)
Witajcie
Wiele z Was pisze, że nie lubi zimy, że zimno, ciemno. W sumie to prawda, zwłaszcza że to co nam funduje pogoda, czyli słota i brak śniegu, nikogo nie zachwyca, mnie również. Mam jednak takie małe, albo wielkie marzenie, bo pojawiło się jeszcze w czasie nauki w szkole średniej i cały czas mnie trzyma, a mianowicie chciałabym pojechać na Antarktydę. Tak mnie tam jakoś ciągnie. Nie chcę tam pojechać jako "zwykły" turysta, ale tak na dłużej, żeby poznać ten kontynent od środka. A ponieważ na razie, są to tylko plany/marzenia, to żeby osłodzić sobie czas oczekiwania na ich spełnienie, podziałałam rękodzielniczo. Mamy teraz kilka fajnych "zimowych" tematów i zabaw, więc oto jestem. Pierwsza i oczywiście najważniejsza, to nasza zabawa z Renią, gdzie w temacie decu, eksplorujemy temat zimy (szczegóły TUTAJ). I na tym się na razie zatrzymajmy. W sumie to początkowo nie bardzo miałam pomysł, bo w zasadzie to bardziej mnie ciągnęło do zieleni, kwiatów, ale potem potrzebowałam pudełka na prezent właśnie w zimowych klimatach i ozdobiłam pudełko, w zamyśle producenta przeznaczone na czekoladę. Użyłam serwetki z motywem śnieżynek, boki farba kredowa, trochę przecierek, dodatku srebrnej farby, chlapane kropki oraz delikatny woskowy blask i …. jest. A w gratisie jeszcze zakładka:




A co jest w środku? zobaczymy?


Pudełko zostało wykonane, żeby skrywać frywolny komplet, który będzie prezentem urodzinowym.
Bransoletka wg wzoru Kukutail, który już wykorzystywałam np TUTAJ i TUTAJ, ale bardzo lubię ten wzór i uważam, że jest piękny. Do tego kolczyki, w  wersji "panienkowej" i jest tak:




To jest właśnie moja Antarktyda: kryształy śnieżno-mroźne, trochę delikatnej szarości, odrobina ciemniejszego koloru, bo i przecież mogą się trafić eleganckie pingwiny i trochę kamieni. Ten komplet jest moją tęsknotą za tym, niezdobytym przeze mnie kontynentem :-)





A "panienki" pływają frywolnie na krach lodowych:


 i nie tylko:



Przyznam się Wam, że w trakcie robienia tego kompletu, a głównie bransoletki miałam wiele wątpliwości, już nawet miałam rzucić w kąt, ale dobrze że skończyłam, bo teraz jestem baaaaardzo zadowolona. Całość prezentuje się naprawdę elegancko:



Komplet "Antarktyda" zgłaszam na wyzwanie "Podróże Małe i Duże" w ArtPiaskownicy, gdzie właśnie inspiruje nas ten kontynent :-)


A pudełko w śnieżynkowym ubranku i zakładka biegną na Zimową lekcję w cyklu "Kochamy decoupage" - ZIMA


Długo wyszło, ale ja gaduła jestem i napstrykam zawsze tych zdjęć, a potem ciężko się zdecydować. Kończę już, dziękuję za Wasze odwiedziny i pozytywny odzew pod postem z ozdabianiem pomnika na różowo (TUTAJ). A w sklepiku wzory Laury robią furorę więc zaglądajcie, bo będziemy poszerzać asortyment  o elementy sezonowe, ale jakie? no mówię Wam CZAD, znaczy są super :-)
Teraz już rzeczywiście kończę, pozdrawiam wszystkich baaaaardzo serdecznie, do zobaczenia

Justyna


piątek, 18 sierpnia 2017

Róże :-)

Róże :-)
Witajcie
Dzisiaj nie będę Was męczyć znowu frywolitką :-) chociaż bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednimi postami. Cieszę się, że spodobała Wam się moja interpretacja tematu różowego morza :-)  Teraz jednak chciałabym pokazać Wam pracę, która powstała w naszej wspólnej nauce decu, w jego wakacyjnej odsłonie z kwiatami w tle :-) (temat można przypomnieć sobie tutaj). Przygotowałam pudełko z przegródkami i szybką, które wykorzystuję, do przechowywania koralików. Jest to już ostatnie z pięciu, które kiedyś kupiłam i w zasadzie na nich uczyłam się decu. Na pierwszym ćwiczyłam transfer LINK, na drugim spękania jednoskładnikowe LINK, na trzecim transef zdjęć LINK, a na kolejnym sgraffito LINK, a teraz mamy free style.
Nie ma jednak co gadać, tylko czas na prezentację. Pudełko ozdobione serwetką (klejoną na żelazko) w błękitne (a jakże) róże, potem postarzane, pociapane i na koniec, jako ta wisienka na torcie, moja ostatnia miłość czyli odlew z foremki, również w róże :-) To proszę bardzo - oto ono:



jest już oczywiście zasiedlone, bo bardzo fajnie się korzysta z tych pudełek z szybką.
To może jeszcze kilka zbliżeń na detale:





Pudełko wędruje na nasze wakacyjne decu:


Na tym kończę, pozdrawiam Wszystkich zaglądających bardzo serdecznie i do zobaczenia wkrótce :-)

Justyna

poniedziałek, 3 lipca 2017

Ćwiczenie czyni … bardziej doświadczonym :-)

Ćwiczenie czyni … bardziej doświadczonym :-)
Witajcie :-)
Dzisiaj chciałam Wam pokazać, drugą pracę powstałą w temacie form i odlewów, z którą się nie wyrobiłam poprzedniego miesiąca. Miałam po prostu z nią problem, bo to co zrobiłam na początku zupełnie mi się nie podobało. Dlatego też głębiej wniknęłam w temat odlewów, o czym już wspominałam poprzednio. Obiecałam Wam, że podzielę się swoimi doświadczeniami, więc jestem. Zacznę jednak od końca i najpierw pokażę pudełko, które powstało z mojej nowej fascynacji odlewanymi koronkami (robionymi według TEGO kursu). W poprzednim pudełku (TUTAJ) użyłam koronki zrobionej z gesso, a tutaj będą zrobione z pasty Heavy Body Gel. Kupiłam ją oczywiście w zaprzyjaźnionym sklepie MyDecor LINK.  Sposób z żelem najbardziej mi się podoba, więc narobiłam tych koronek zdecydowanie więcej. Wracam jednak do pudełka. Zwykłe, dość duże, chyba po kosmetykach z prezentu świątecznego. Zostawiłam go bo było w pięknym błękitnym kolorze i wyglądało na dość porządnie zrobione. Dostało górę z pięknej serwetki w niebieskie zniszczone dechy (inna wersja kolorystyczna tej z kalendarza), kokardę i właśnie koronki. Proszę oto ono:




Koronek dużo, bo po pierwsze musiały zamaskować przebijający wzór z pudełka, a po drugie plamy zrobione przeze mnie :-( Część serwetek została przycięta, zwyczajnie nożyczkami, bez problemu, czyli kolejna zaleta. To kilka zbliżeń:



To może jeszcze z innym tłem, bo już mnie ta jasność przytłacza:




I ponieważ tym razem zrobiłam zdjęcie przed to porównanie:
Zrobienie tego pudełka okupiłam jednak zrywaniem, szlifowaniem (moje dziecko w głowę się pukało, że ja tekturowe pudełko szlifuję), ale …. teraz efekt mi się podoba. Nie jest idealnie, ale jest dobrze.

A teraz przejdę do części z odlewowymi doświadczeniami :-) Na początku myślałam, że się wykpię szybką robótką, bez dodatkowych kosztów i postanowiłam sama zrobić foremki z silikonu (mam zapas w garażu). Robiłam według TEGO przepisu. Wszystko jasno opisane, tylko robota brudna i początkowo strasznie klejąca. Da się jednak foremkę zrobić. Wyciągnęłam więc drewniany dekor, żeby służył za wzór i zrobiłam formę, którą następnie wypełniłam klejem na gorąco i wyszły dekory, ale … diabeł tkwi w szczegółach



Jak widać na górnym zdjęciu dekor wymaga wyrównania, bo ma takie "boczne zwisy". Ma je dlatego, że zrobiona przeze mnie foremka (ta po lewej) nie była równa u góry i klej powyciekał. Kolejną zrobiłam więc staranniej, delikatnie wałkując przez folię robioną formę (dobrze, że tego nie widziało moje dziecko, bo by mnie chyba śmiechem zabiło) i to jest dobry sposób, bo brzeg jest równo z dekorem-formą. Jednak klej na gorąco, to nie będzie moja ulubiona masa, bo nie można jej wyrównać, przed zastygnięciem, a po to tylko nożykiem i niespecjalnie mi to wychodzi. A że nie wychodzi, to pokażę na pierwszej pudełkowej próbie. Uwagą pokazuję, coś zupełnie nieudanego, no klapa na całej linii:


Na zdjęciu wygląda lepiej niż było w rzeczywistości. Dekor nie przylegał równo do powierzchni, no beznadzieja. Ale już tej wersji nie ma :-) więc się nie roztkliwiam.

Myślę, że ten klej na gorąco jest dobry do mniejszych form, ale o tym za chwilę.
Po tych próbach z klejem, poszłam jednak w pewne inwestycje i za kilka złotych kupiłam masę modelarską Jovi (TUTAJ) i dostałam do przetestowania masę plastyczną Marthy Stewart w kolorze żółtym. Kupiłam także foremki TAKĄ i TAKĄ (no może wydałam więcej niż kilka złotych :-).
To proszę, oto co mi wyszło z tych testów:
- różyczki z masy modelarskiej:


a z masy Marthy użyłam tutaj


obie wersje bardzo fajne, jedna różnica to różyczki z Marthy dają się bardziej dopasować do kształtu nawet po wyschnięciu
- kolejne testy to aniołek, z foremki samodzielnie zrobionej:



pierwszy gipsowy, trzeba by brzegi wyrównać, ale jest ok, drugi z masy - super, żółty też super, ostatni z kleju także bardzo fajny. Wszystkie oddają szczegóły (nie widać tego na zdjęciu przy kleju, ale uwierzcie proszę na słowo)
- następnie mały medalion:


tutaj też wszystko ok (widać, że ten gipsowy - pierwszy, trochę trzeba by poprawić), ale ogólnie każda masa się sprawdza.
- wypróbowałam także dekory z masy modelarskiej (bo Marthy mi było szkoda):



ten na górze z jednej strony pomalowany, stąd te brzegi, które zresztą łatwo poddają się papierowi ściernemu.
Tych dekorów nie udało mi się zrobić z gipsu - wszystko się połamało :-(
- na koniec jeszcze serwetka z pasty żelowej, na zdjęciach poniżej zobaczycie, że jest bardzo elastyczna, nie tak jak gips, który się kruszył:




Wspomnę jeszcze, że przy tych serwetkach trzeba bardzo dokładnie zbierać nadmiar pasty (gesso zresztą też) bo zostaje potem taka irytująca błonka, która przy niektórych pracach może mieć znaczenie.

Uff, dobrnęliśmy do końca, ale jak obiecałam, to musiałam się podzielić doświadczeniami. Mam nadzieję, że ktoś może skorzysta.
Na tym kończę, ale jeszcze dorzucę moje pudełko do free stylowego wakacyjnego tematu w decu u Reni. Postaram się zrobić coś jeszcze w temacie kwiatów polnych, niech więc pudełko będzie na początek:


Teraz już pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia

Justyna

sobota, 26 listopada 2016

Zakochałam się :-)

Zakochałam się :-)
Witajcie :-)
Dzisiaj będzie o miłości od pierwszego spróbowania, bo raczej nie wejrzenia. Nie musicie się jednak obawiać, że będę tutaj jakieś super osobiste sercowe sprawy poruszać, bo nadal zostajemy w kręgu rękodzielniczym :-). Żeby nie robić długich wstępów, od razu napiszę, że zakochałam się w embossingu. No po prostu super technika, łatwa, prosta, a efekty rewelacja. Mnie się bardzo podobają, więc będę ją teraz dodawać gdzie się tylko da. Dla niewtajemniczonych dodam, że szczegóły o co w tym wszystkich chodzi znajdziecie w opisie 19 lekcji wspólnej nauki decu. 
Przechodzimy więc do konkretów. W poprzednim poście pokazywałam frywolitkowy wianuszek (TUTAJ), ale przecież musiał gdzieś zamieszkać, zwłaszcza że poleci na kiermasz dla Amelki. Wzięłam zwykłe pudełeczko, które było przeznaczone na płytę CD, ale rozmiarem było idealne i … Na początek bejca w cudnym kolorze mahoniu (podoba mi się on wyjątkowo), potem bezbarwny wosk, a potem drobne tekturowe dekory właśnie potraktowane embossingiem. Jakże wielkie było moje zaskoczenie, że taki fajny efekt można tak szybko uzyskać, no po prosu migiem: tusz - puder - moment nagrzewania i już. Ja się zakochałam.
To teraz pudełko z wianuszkiem w klimacie świątecznym:


i może już bardziej na temat :-)





i jeszcze z zawartością:


Embossing przećwiczyłam, ale ponieważ nabrałam ochoty na więcej to wzięłam na warsztat pudełko z rdzewionym elementami, któremu zepsułam wieczko poprzez nadmiar rdzy (TUTAJ). Zdrapałam to co popsułam, resztę przeszlifowałam (na szczęście znalazłam fajną nakładkę na wiertarkę z papierem ściernym, bo inaczej to bym chyba nie dała rady), zewnętrze pudełka przemalowałam brązową farbą. Niestety nie mogłam użyć bejcy, bo ta rdza tak głęboko weszła w drewno, że zostały przebarwienia. Na tak przygotowaną powierzchnię nakleiłam wcześniej potraktowaną embossingiem choinkę w złotym kolorze, a żeby jej nie było smutno to dostała cały las koleżanek już w bardzo eko kolorze, bo zrobionych z rolki po papierze toaletowym i trochę gwiazdek. Efekt oceńcie sami :-)


te ciemniejsze kropki na choince, to domieszka zielonego pudru (pomysł taki sobie)



A poniżej dla przypomnienia z zawartością, wnętrze pozostawiłam bez zmian:


To tyle na dziś w temacie embossingu, cieszę się że go wrzuciłam do naszych lekcji, daje bardzo ciekawe efekty, ja go baaaardzo polubiłam, a Wy?
To teraz jeszcze baner :


Na tym kończę, bardzo dziękuję za Wasze odwiedziny, za wszystkie miłe komentarze, a teraz mówię do zobaczenia

Justyna :-)