Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 czerwca 2021

Świąteczna biżuteria :-)

Świąteczna biżuteria :-)

Dlaczego świąteczna? Bo powstała w ramach naszej koronkowej pandemicznej zabawy. Zaczęło się jednak od zwykłych kolczyków. Tak mnie któregoś dnia naszło, żeby zrobić sobie szafirowe rozczochrańce. Już takie robiłam np TUTAJ, więc wzięłam piękną nitkę, znalazłam koraliki krople w odpowiednim kolorze i machnęłam. 

 Ale jak to takie same będą, trzeba dorobić do kompletu bransoletkę. Chwilę myślałam nad wzorem i przypomniałam sobie, że Agnieszka Małecka pokazała kiedyś naszyjnik według wzoru z książki Tiny Frauberger (do ściągnięcia TUTAJ). Książka z 1921 roku i pokazuje wzory niebiżuteryjne, ale Agnieszka wykorzystała je inaczej LINK

To i ja zrobiłam biżu, tylko ostatecznie jest to opaska na bombkę :-)


Taki komplet więc powstał, pomimo iż obiecywałam nie robić już kolorowych sukienek bombkom, to nie dotrzymałam, bardzo, bardzo przepraszam. 

Żeby jednak tradycji stało się zadość, to jest też czerwona w bieli, czyli moja klasyka :-)


Wzór ze strony 74. A tak obie bombki prezentują się razem:

Tak mi się spodobało nadawanie starym wzorom nowego życia, jeżeli mogę tak powiedzieć, że zajrzałam na kolejną stronę (78) i powstały kolejne bombki :-)


Tutaj trochę pokombinowałam z drugim rzędem, ale myślę, że ta bombka symetryczna jest bardziej w moim stylu, chociaż szczerze mówiąc nie ma wielkiej różnicy :-)

Nieskromnie powiem, że jestem zadowolona z tych prac, bombki śliczne i na pewno jeszcze sięgnę do ponadczasowych wzorów Tiny. A poniżej wspólne zdjęcie mojej czerwcowej inspiracji do Koronkowej Pandemii :-)

i baner zabawy

Gdyby ktoś miał problemy z odczytaniem liczby słupków to zapraszam na priv, nie chcę tutaj przepisywać, bo to nie jest mój wzór i nie mam na to zgody autorki :-)

Na dzisiaj kończę miłego supłania i koniecznie chwalcie się rezultatami :-)

do zobaczenia

Justyna

niedziela, 18 października 2020

"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko

"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko

 i zapomnieć wszystko" tak to chyba leciało w piosence "Starego Dobrego Małżeństwa". Ojeju kiedy to było, ale .... nie będę Was dzisiaj wspomnieniami zamęczać, ale wrzosami już tak :-) i to nie na kartkową zabawę u Ani, a ..... zresztą zobaczcie sami. 

Zaczynamy od zagadki: kto znajdzie moją pracę wśród wrzosów?

to może trochę powiększę?

 

To teraz już wszystko jasne. Będą wrzosy zatopione w żywicy, a że jest ich dużo to zapraszam na moje wrzosowisko ;-)

Zaczynamy od zakładki. Uważam, że wyszła obłędnie, idelanie się wpasował ten lekko sprasowany wrzos, a jednocześnie na górnej powierzchni jest widoczna struktura (niestety nie na zdjęciach), zdecydowanie mój faworyt :-)


Kolejne to bransoletki, zalałam chyba wszystkie swoje foremki ;-) ale także wyszły ciekawie. Nie wszystkie są idealne, bo żywica nie wypełniła idealnie wszystkich zakątków, ale tę zostawię po prostu sobie :-)






Nawet animację przygotowałam, ciekawa jestem jak nowy Blogger sobie z nią poradzi?

Nie, to nie wszystko, bo jest jeszcze garść kóleczek. Mam z nimi problem, bo zawsze muszę odrobinę z góry doszlifować i potem to trzeba odpowiednio zagospodarować, czytaj zamaskować. Tym razem są i kolczyki i zawieszka schowana w srebrnych płatkach i minimalistyczne bransoletki :-)



 to już prawie koniec, ale jeszcze inne kolczyki:

pierścionek:

i gwiazdka, która nie jest jeszcze zagospodarowana, ale jest śliczna :-)


Mówiłam, że będzie dużo, ale mam nadzieję, że się przyjemnie oglądało. Wciągnęła mnie ta żywica, a wrzosy prezentują się uroczo, więc trudno mi się było im oprzeć, no po prostu się nie dało. A ponieważ zdecydowanie kojarzą się z jesienią, a może nawet z darami jesieni, to chciałabym je zgłosić do Reni na jej zabawę z 12 pracami rękodzielniczymi :-) link. Mam nadzieję, że zostanie mi zaliczone :-)

Na dzisiaj to wszystko, zmykam obiad gotować i kończyć inne prace, które mam nadzieję wkrótce pokazać :-) Dziękuję że jesteście, że zaglądacie :-) 

pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia 

Justyna


niedziela, 20 września 2020

Wspomnienie lata :-)

Wspomnienie lata :-)

czyli ostatnia odsłona prac kukurydzianych. Było już o słonecznikach, quillingu, trochę o frywolnych dodatkach do kartek, LINK, był tryptyk z Aniołem LINK, ale nie było jeszcze o biżuterii. A wiadomo, że MY zwykłe, acz luksusowe Kobiety jesteśmy i biżuterię lubimy, ale głównie tę wyjątkową i niepowtarzalną czyli handmade ;-) Powstały więc bransoletki, w modelu bardzo popularnym ostatnio we frywolnych kręgach. Dość proste do zrobienia i jak na frywolitkę nawet dość szybkie :-) jedno czółenko, trzy nitki, koraliki i są. Na początek zdjęcia rodzinne w pięknych okolicznościach przyrody :-) wszystkich bransoletek, czyli Oli i moich

do niektórych zrobiłyśmy nawet kolczyki

i ten niezwykle fotogeniczny wóz :-)


a to moje ulubione zdjęcie

Eksperymenty pokazały, że koraliki nie nogą być zbyt duże i długie i najładniej prezentują się te drobne, zwłaszcza gdy nitka cienka, np metaliczna. 

To może jeszcze trochę zbliżeń:




Nie będę Was zarzucać milionem zdjęć, ale muszę przyznać, że bardzo lubię te bransoletki. Część już rozdysponowana, ale sobie też coś zostawiłam i do niej dorobiłam już w domu kolczyki i jest to mój ulubiony zestaw :-)


Po powrocie powstały i powstają kolejne, ale tak tylko dla przykładu pokażę wersje czarną z kuleczkami lawy i różyczkowymi kolczykami, które cieszą się niesłabnącym powodzeniem u moich przyjaciółek:


Na dzisiaj to tyle frywolnej biżuterii, tym samym kończę także kukurydziany cykl. Jak nic znowu się musimy gdzieś z Olą wybrać, żeby było o czym pisać :-) Zobaczymy jak życie się ułoży, ale może... kto wie...

Kończę więc, pozdrawiam Was bardzo serdecznie, dziękuję że zaglądacie, dziękuję za każde miłe słowo, a teraz mówię już do zobaczenia 

Justyna


środa, 10 czerwca 2020

Niekończąca się opowieść :-)

Niekończąca się opowieść :-)
czyli kontynuuję temat dmuchawców. No co ja zrobię jak fascynuje mnie ich ulotność, delikatność, a z drugiej strony siła, która powoduje, że wyrosną wszędzie, w załomie muru, pomiędzy płytami chodnika itd. Jestem nimi zauroczona i pomimo, że walczę z nimi na moim trawniku, to czasem chcę je zachować na dłużej. Tym razem sięgnęłam po technikę bardziej trwałą niż frywolitka link, link i spróbowałam zatopić w żywicy delikatne nasionka :-) Nosiłam się z tym zamiarem od moich pierwszych prób z tą techniką, czyli od około roku, bo jak sprawdziłam pierwszy post w tym temacie opublikowałam 3 czerwca ubiegłego roku LINK.  Żeby Was nie zanudzać szczegółami technicznymi będzie dzisiaj sporo zdjęć, chociaż zrobić zdjęcie żywicy, w której się wszystko odbija i jeszcze żeby było widać to co w środku, nie jest łatwe, ale mam nadzieję, że coś zobaczycie.
To zaczynamy od serca, dosłownie i w przenośni :-)



Powiem Wam, że nawet mi te drobne pęcherzyki powietrza tutaj nie przeszkadzają ;-)



to może jeszcze na ciemniejszym tle



A jak już warsztat wyciągnięty, to jeszcze dwie zawieszki, którym lekko zmatowiłam jedną stronę, aby lepiej było widać nasionka. Na początek kwadratowa



i okrągła


i jeszcze taki kolczyki


Znowu mi spodobała zabawa z tą żywicą :-)
A tak wygląda fragment mojego warsztatu, czyli po prostu blat kuchenny :-)


Najtrudniejsze jest dla mnie wytrzymać i nie wyciągnąć za wcześnie odlewów, to ćwiczy moją cierpliwość, bo ostateczne utrwalenie jest po około 36 godzinach :-( a jak się za wcześnie wyciągnie to zostają ślady palców itd i nie wygląda to estetycznie :-(

A na koniec pokażę jeszcze totalny spontan, czyli resztki zastygającej żywicy którą zalałam foremki na bransoletki i jako dodatek włożyłam fragmenty traw. Uważam, że pomysł jest bardzo rozwojowy. Na początek grubsza z takimi jakby "asparagusowymi" zieleńcami :-)



a teraz cieńsza, gdzie musicie mi wybaczyć błędy techniczne, bo jest bardzo dużo pęcherzy powietrza, ale żywica w zasadzie już robiła mi się w rękach "gumiasta" i miała pójść do kosza, więc tak rzutem na taśmę :-)




I obie razem:



Muszę się Wam przyznać, że bardzo lubię te bransoletki i nikomu ich nie oddam, chociażby dlatego, że są mocno niedoskonałe;-)

Zdjęć sporo, jak obiecywałam na początku, ale praca z żywicą wciąga i szczerze mówiąc powstały jeszcze inne, ale to już może innym razem. Na razie wpadłam w szał zasuszania wszystkiego co mi w ręce wpadnie, więc zapewne będzie się jeszcze działo :-)

Na tym dzisiaj kończę, nie wiem ja Wy, ale ja zaczynam długi weekend i zamierzam się nim cieszyć, czyli będzie pracowity, bo zaczynam remont w domu. Mam nadzieję, że w miarę bezboleśnie uda się przejść etap bałaganu i gładko przejść do tej przyjemniejszej części. Tak czy owak, życzę Wam udanego wypoczynku i do zobaczenia

pozdrawiam serdecznie

Justyna