Witam serdecznie Wszystkich zaglądających w moje skromne progi. Nie było mnie jakiś czas, ale postanowiliśmy zupełnie wyjątkowo w tym roku wyjechać "zupełnie" w czasie Świąt. Takie było zapotrzebowanie społeczne, więc się temu poddaliśmy. Jak było? - inaczej, zwłaszcza że nie wszystkie plany udało się zrealizować, ale na pewno byliśmy razem i to chyba najważniejsze. W całym zamieszaniu przedwyjazdowym nie zdążyłam złożyć Wam Życzeń Świątecznych, ale wierzcie poleciały one do Was w sposób niewerbalny. Dziękuję za wszystkie życzenia od Was składane w każdy sposób. Martwię się jednak trochę, że chyba u mnie Poczta Polska nie działa, bo od dwóch tygodni nie dostałam żadnego listu, ani przesyłki, ani nawet rachunku - no jakiś dramat. Próbowałam tam nawet dzisiaj zadzwonić, ale żeby ktoś odebrał, to może coś bym się dowiedziała, a tak to nic :-( będę więc czekać dalej.
Dzisiaj nie będę jeszcze składać życzeń noworocznych, ale chciałabym pokazać Wam coś nowego, czego spróbowałam jeszcze w zeszłym miesiącu. Tak na koniec roku sięgnęłam po nową technikę i zapisałam się na warsztat z wirewrapingu prowadzony przez Kornelię Kubinowską w Warszawskiej Ploteczkarni. Urocze miejsce, świetna prowadząca (TUTAJ możecie zobaczyć jej zachwycające prace), bardzo kompetentna, było super. Zrobiłyśmy wisior ze srebrnego drutu. Oczywiście nie jest idealny, bo nie może być, ale jest i jestem z niego dumna.
Oczywiście w euforii tworzenia nie zrobiłam zdjęć w trakcie, ale mam jedno jak był jeszcze świeżo srebrny i zaraz po wyjęciu z oksydy:
Widać, że tutaj na samym dole ten cieniutki drucik się trochę rozjechał, ale … trzeba będzie poćwiczyć. Tak sobie myślę, że nie będzie to moja koronna dyscyplina, ale na pewno jakieś elementy będę wykorzystywać i mam nadzieję na ciekawy efekt :-) A żeby pokazać iż nie zdradzam frywolitki (coś starego), to do zawieszki powstał frywolitkowy sznurek, zgodnie z zapotrzebowaniem i tematem kolejnej lekcji w naszym cyklu "kocham frywolitkę" (temat u Reni). Nie zrobiłam śnieżynek, jak planowałam :-( ale cóż, jest to co jest. To bardzo proszę wisior na sznurku :-)
i zbliżenie sznurka:
Wbrew pozorom, zrobić niezałamujący się sznurek nie jest łatwo, trzeba bardzo uważać, mocno dociskać półsłupki. Dodatkowo zwykła bawełniana nitka się często "wyrabia" i potrafi przerwać, więc ja do dłuższych sznurków najczęściej wybieram np poliestrowy kord T-Lion (nie wiem czy dobrze napisałam nazwę, ale etykiety już nie mam).
Dorzucam więc mój drobiazg do grudniowego etapu u Reni, mam nadzieję, że się przepchnę w tłumie?
Na tym kończę, pozdrawiam Was bardzo serdecznie i lecę pozaglądać na Wasze blogi, bo tyle się działo jak mnie nie było. Dorzucam ostatnie zdjęcie i mówię do zobaczenia
Justyna
Dzisiaj nie będę jeszcze składać życzeń noworocznych, ale chciałabym pokazać Wam coś nowego, czego spróbowałam jeszcze w zeszłym miesiącu. Tak na koniec roku sięgnęłam po nową technikę i zapisałam się na warsztat z wirewrapingu prowadzony przez Kornelię Kubinowską w Warszawskiej Ploteczkarni. Urocze miejsce, świetna prowadząca (TUTAJ możecie zobaczyć jej zachwycające prace), bardzo kompetentna, było super. Zrobiłyśmy wisior ze srebrnego drutu. Oczywiście nie jest idealny, bo nie może być, ale jest i jestem z niego dumna.
Oczywiście w euforii tworzenia nie zrobiłam zdjęć w trakcie, ale mam jedno jak był jeszcze świeżo srebrny i zaraz po wyjęciu z oksydy:
Widać, że tutaj na samym dole ten cieniutki drucik się trochę rozjechał, ale … trzeba będzie poćwiczyć. Tak sobie myślę, że nie będzie to moja koronna dyscyplina, ale na pewno jakieś elementy będę wykorzystywać i mam nadzieję na ciekawy efekt :-) A żeby pokazać iż nie zdradzam frywolitki (coś starego), to do zawieszki powstał frywolitkowy sznurek, zgodnie z zapotrzebowaniem i tematem kolejnej lekcji w naszym cyklu "kocham frywolitkę" (temat u Reni). Nie zrobiłam śnieżynek, jak planowałam :-( ale cóż, jest to co jest. To bardzo proszę wisior na sznurku :-)
i zbliżenie sznurka:
Wbrew pozorom, zrobić niezałamujący się sznurek nie jest łatwo, trzeba bardzo uważać, mocno dociskać półsłupki. Dodatkowo zwykła bawełniana nitka się często "wyrabia" i potrafi przerwać, więc ja do dłuższych sznurków najczęściej wybieram np poliestrowy kord T-Lion (nie wiem czy dobrze napisałam nazwę, ale etykiety już nie mam).
Dorzucam więc mój drobiazg do grudniowego etapu u Reni, mam nadzieję, że się przepchnę w tłumie?
Na tym kończę, pozdrawiam Was bardzo serdecznie i lecę pozaglądać na Wasze blogi, bo tyle się działo jak mnie nie było. Dorzucam ostatnie zdjęcie i mówię do zobaczenia
Justyna







