Witam!
Jak Wam mija/minął długi weekend? Jak zwykle pogoda nie do końca dopisała, ale przecież nie będziemy narzekać. Przynajmniej nie napracowałam się, a miałam więcej czasu dla siebie i swoich robótek. Narodził się także pewien pomysł, którym chciałabym Was (niektórych) zarazić.
Ale od początku. Jak pamiętacie przyznawałam się głośno do mojej fascynacji frywolitką. Udało mi się nawet stworzyć koszulkę na pisankę . Mam jednak świadomość, że jeszcze długa droga przede mną. Zaczęłam od frywolitki igłowej, ale eksperci twierdzą, że zdecydowanie czółenko. Dziś jednak przeczytałam na blogu Reni o jej próbach, zresztą całkiem udanych - popatrzcie zresztą sami TU. Potem od słowa do słowa i podglądając inne takie próby na blogach postanowiłam rzucić hasło wspólnej nauki. Pomyślałam, że nic tak nie mobilizuje jak wspólny cel, postawione zadanie i wyznaczone ramy czasowe. Zapraszam więc wszystkich chętnych do wspólnej nauki. Zrobiłam nawet taki malutki banerek (ta różyczka to też moja praca):
Nie ukrywam, że bardzo liczę na chociaż jedną doświadczoną osobę, która zadawałaby nam-początkującym zadania do wykonania. Internet jest pełen kursów, filmów, ale jakoś brakuje mi wytyczonej drogi co najpierw, a co potem, np, kółeczka, łuczki, kółeczka odwrócone, wrabianie koralików itp itd, a jak czółenko to kiedy jedno, a kiedy dwa. Może to tylko tak trudno brzmi, przecież wszystko jest dla ludzi. Intuicyjnie zaczęłyśmy z Renią od igły, ale może to nie tak. Spróbujmy więc, osoby zainteresowane poproszę o wpis pod tym postem lub ewentualnie o kontakt na maila. Proszę bardzo częstujcie się także banerkiem i umieśćcie go na swoich blogach, żeby zwiększyć szansę na odzew. Zobaczymy :-)
Gdyby ktoś miał jakieś uwagi lub pomysły to oczywiście jestem otwarta, przecież pierwszy raz rzucam w blogosferę takie zapytanie :-)
Teraz chciałabym zrobić jeszcze małą dygresję. Dzisiaj zrobiło się u nas trochę cieplej, więc można było wyjść poobserwować przyrodę. Na ogródku mamy budkę dla szpaków i jak co roku jest zasiedlona, już nawet słychać że są pisklęta. Obserwowanie jak dorosłe szpaki dbają o te maleństwa jest bardzo zajmujące. Jak szpak wraca do budki, z jakimś robakiem w dziobie, to nigdy nie leci wprost do budki, najpierw usiądzie na jednej gałęzi, potem na bliższej, a dopiero potem nurkuje do środka. Udało mi się nawet pstryknąć kilka fotek jak wylatuje z budki (aparat Syna daje jednak więcej możliwości niż moje maleństwo).
No i musi być jeszcze nasz piesek, co się na mnie dzisiaj obraził, bo się zajmowałam jakimiś szpakami, a nie nią. Dała się jednak przebłagać krótką sesją zdjęciową, co widać na drugim zdjęciu :-)
Na koniec jeszcze kilka moich prób zdjęciowych (też się przecież uczę) z frywolitkową różyczką (mają być z niej kolczyki):


Dla porządku kolejno na zdjęciach kwiaty mniszka lekarskiego, tawułka, hosta, przywrotnik.
Na tym kończę, pozdrawiam wszystkich zaglądających i czekam na odzew frywolitkowych fanów :-)
Jak Wam mija/minął długi weekend? Jak zwykle pogoda nie do końca dopisała, ale przecież nie będziemy narzekać. Przynajmniej nie napracowałam się, a miałam więcej czasu dla siebie i swoich robótek. Narodził się także pewien pomysł, którym chciałabym Was (niektórych) zarazić.
Ale od początku. Jak pamiętacie przyznawałam się głośno do mojej fascynacji frywolitką. Udało mi się nawet stworzyć koszulkę na pisankę . Mam jednak świadomość, że jeszcze długa droga przede mną. Zaczęłam od frywolitki igłowej, ale eksperci twierdzą, że zdecydowanie czółenko. Dziś jednak przeczytałam na blogu Reni o jej próbach, zresztą całkiem udanych - popatrzcie zresztą sami TU. Potem od słowa do słowa i podglądając inne takie próby na blogach postanowiłam rzucić hasło wspólnej nauki. Pomyślałam, że nic tak nie mobilizuje jak wspólny cel, postawione zadanie i wyznaczone ramy czasowe. Zapraszam więc wszystkich chętnych do wspólnej nauki. Zrobiłam nawet taki malutki banerek (ta różyczka to też moja praca):
Nie ukrywam, że bardzo liczę na chociaż jedną doświadczoną osobę, która zadawałaby nam-początkującym zadania do wykonania. Internet jest pełen kursów, filmów, ale jakoś brakuje mi wytyczonej drogi co najpierw, a co potem, np, kółeczka, łuczki, kółeczka odwrócone, wrabianie koralików itp itd, a jak czółenko to kiedy jedno, a kiedy dwa. Może to tylko tak trudno brzmi, przecież wszystko jest dla ludzi. Intuicyjnie zaczęłyśmy z Renią od igły, ale może to nie tak. Spróbujmy więc, osoby zainteresowane poproszę o wpis pod tym postem lub ewentualnie o kontakt na maila. Proszę bardzo częstujcie się także banerkiem i umieśćcie go na swoich blogach, żeby zwiększyć szansę na odzew. Zobaczymy :-)
Gdyby ktoś miał jakieś uwagi lub pomysły to oczywiście jestem otwarta, przecież pierwszy raz rzucam w blogosferę takie zapytanie :-)
Teraz chciałabym zrobić jeszcze małą dygresję. Dzisiaj zrobiło się u nas trochę cieplej, więc można było wyjść poobserwować przyrodę. Na ogródku mamy budkę dla szpaków i jak co roku jest zasiedlona, już nawet słychać że są pisklęta. Obserwowanie jak dorosłe szpaki dbają o te maleństwa jest bardzo zajmujące. Jak szpak wraca do budki, z jakimś robakiem w dziobie, to nigdy nie leci wprost do budki, najpierw usiądzie na jednej gałęzi, potem na bliższej, a dopiero potem nurkuje do środka. Udało mi się nawet pstryknąć kilka fotek jak wylatuje z budki (aparat Syna daje jednak więcej możliwości niż moje maleństwo).
No i musi być jeszcze nasz piesek, co się na mnie dzisiaj obraził, bo się zajmowałam jakimiś szpakami, a nie nią. Dała się jednak przebłagać krótką sesją zdjęciową, co widać na drugim zdjęciu :-)
Na koniec jeszcze kilka moich prób zdjęciowych (też się przecież uczę) z frywolitkową różyczką (mają być z niej kolczyki):


Dla porządku kolejno na zdjęciach kwiaty mniszka lekarskiego, tawułka, hosta, przywrotnik.
Na tym kończę, pozdrawiam wszystkich zaglądających i czekam na odzew frywolitkowych fanów :-)
































