poniedziałek, 22 lipca 2019

Radość :-)

Radość :-)
Witajcie :-)
Spieszę dzisiaj do Was znowu z opisem moich wojaży, czyli co było po Bangi :-)
Po pierwsze - bo obiecałam, po drugie - bo mam trochę kolejnych zdjęć, a po trzecie, bo bardzo mi zależy żebyście nie odnieśli wrażenia, że mój wyjazd to jakieś poświęcenie było. Było super, moc nowych wrażeń, także socjologicznych i w ogóle :-)
Wyjazd do RCA udał się dzięki mojej koleżance, która pracuje tam dla WWF, jeżdżąc mobilnym ambulansem do wiosek, gdzie mieszkają Pigmeje i w ten sposób leczy podstawowe i najczęstsze tam choroby. Średnio w każdej z wiosek jest raz na dwa tygodnie. W ciężkich przypadkach zawozi pacjenta do szpitala publicznego. Usługi medyczne są płatne, nie jest to pełne pokrycie kosztów, ale opłata, która powoduje docenienie tej opieki. Pigmeje płacą połowę ceny za wizytę i mają leki darmowe, pozostali płacą i za wizytę i za leki. Dzień kiedy przyjeżdża lekarz do wioski, to oczywiście wydarzenie, więc z reguły przychodzą wszyscy lub prawie wszyscy. Punkt przyjęć to najczęściej kaplica kościoła katolickiego. Niech Was jednak nie zwiedzie szumna nazwa, bo jest to zwykle wiata pokryta liśćmi palmowymi.


Ambulans, to zwykły samochód terenowy, do którego pakowane  jest kilka walizek z lekami i podstawowymi opatrunkami:


Na miejscu, za biurko najczęściej służy ołtarz:


a ławki (chociaż to duże słowo, jak się popatrzy na te patyki) są poczekalnią i widownią.


Przyjęcia odbywają się na oczach wszystkich, bo nie ma innej możliwości.
Podczas takich wizyt na wioskach rozdawaliśmy Wasze DARY. W sumie dobrze, że część czapeczek była większa, bo pasowała na różne głowy.
Wybaczcie jakość zdjęć, ale są one niepozowane, w różnym oświetleniu robione i zdecydowanie nie mają służyć artystycznym celom :-)







widzicie ten piękny uśmiech :-)








po założeniu opatrunku i bolesnym zastrzyku należy się nagroda :-)


a widzicie tego niesamowicie chudego psa na drugim planie?



no tutaj to był straszny płacz po zastrzyku, więc nagrodą była ośmiorniczka :-)


a i tutaj nie spodobaliśmy się zdecydowanie Maleństwu, więc szybciutko wycofałam się na większą odległość. Zresztą u części dzieci, nasz odmienny wygląd powodował strach i płacz. Na szczęście nie u wszystkich :-)



Część kocyków i czapeczek rozdaliśmy nie tylko pacjentom, ale po prostu mieszkańcom. Tutaj pomagał mi Szef wioski, ale trochę chaosu się wdało, więc zdjęcia chyba jeszcze mniej "artystyczne" :-)
















A tutaj próbowaliśmy ustawić przynajmniej część dzieci do grupowego zdjęcia, ale totalnie się to nie udało, chociaż zdjęcie ma swój urok :-)


To chyba na tyle dzisiaj. Jak Was jeszcze nie zanudziłam, to następnym razem opowiem o łowieniu ryb z Pigmejkami, no niezapomniane przeżycie :-) chyba, że wolicie słonie i goryle? - ok, w sumie będą pewnie dwa posty :-)
A teraz już pozdrawiam Was bardzo serdecznie, jeszcze raz dziękuję za przekazane czapki, kocyki i inne drobiazgi

do zobaczenia

Justyna

sobota, 20 lipca 2019

Bangi

Bangi
Witajcie :-)
Bangi lub jak niektórzy piszą Bangui, to stolica Republiki Środkowej Afryki. Jak dla mnie miasto brzydkie, nieprzyjazne i niebezpieczne. Jednak nie ma innego wyjścia, trzeba w nim wylądować, bo tylko tutaj jest lotnisko międzynarodowe. Zanim jednak udało nam się tam dotrzeć mieliśmy przystanek w Madrycie. Stąd był lot do Bangi i tutaj postanowiliśmy się także na chwilę zatrzymać. Madryt bardzo mi się spodobał, ale był jednak tylko przygotowaniem do dalszych wojaży. W wolnych chwilach relaksowałam się przy moich ukochanych czółenkach testując nowo zakupioną nitkę. Wiedziałam, że w Bangi będziemy nocować u polskich księży na misji w Bimbo, więc zrobiłam dla nich mały prezent :-)



Powstały dwa krzyżyki, według wzoru Jane Mclellan LINK.



Trochę się różnią dolnym ramieniem, bo się pomyliłam i już nie odcinałam, ale jakby co to trzymam się wersji, że taki był zamysł :-) Poniżej pozuje wersja pierwsza (ta z modyfikacją :-) jeszcze w Madrycie.




W trakcie pobytu powstały kolejne dwa, w innym kolorze i według innego wzoru, ale nie zrobiłam im zdjęć, a ponieważ poszły w dobre ręce, to tak musi zostać :-)

Tak zaopatrzona dotarłam do Bangi. Zdjęć nie mam, bo nie sposób je w mieście zrobić, gdyż ludzie agresywnie reagują na wyciągnięty aparat, czy komórkę. Zamieszczam dla poglądu zdjęcia z lotu ptaka:




Tak naprawdę to jakby duża wioska z domkami, lepiankami i tylko kilka większych budynków otoczonych wysokim murem i drutem kolczastym, a jedyna porządna droga to stary pas startowy dla samolotów. W samym mieście przerażające wrażenie robią wozy opancerzone wojsk ONZ stojące na każdym większym skrzyżowaniu, czy rondzie. Oczywiście żołnierze z ostrą bronią z różnych krajów. Oficjalnie pilnują pokoju, ale czasem miałam wrażenie, że także interesów różnych państw.
Zrobiłam im tylko jedno zdjęcie przez okno i to tylko jak parkowali:


Cóż, kraj w stanie wojny. Z przyjemnościę więc wyruszyliśmy na prowincję, do miejscowości Bayanga, czyli do dżungi. Samolocik mały, ale bezpiecznie nas dowiózł :-)
Lecąc w zasadzie cały czas widać było nieprzebrane lasy, a tutaj ciągle grzmią, że są wycinane i to prawda. Bardzo bym chciała żeby jednak te, które widziałam ocalały.


Lotnisko małe, trawiaste :-)



i jesteśmy :-)


I od tego momentu się działo, oj się działo. Napiszę o tym jednak już w kolejnym poście. A teraz tylko jeszcze powiem, że w drodze powrotnej musieliśmy trzy dni spędzić w Bangi, a że długie spacery po mieście raczej nie wchodziły w grę, to wyciągnęłam z dna walizki …. i postawiłam na mocno nie-afrykański klimat :-)


Zakupiłam na Etsy zestaw do dwustronnych zawieszek z myślą, że będą na choinkę LINK. Są to urocze Babuszki na cztery pory roku. To przód z wersji zimowej. Teraz jeszcze tylko tył i wiosna, lato i jesień. W tym miesiącu raczej nic więcej nie zrobię, więc tę część wysyłam do XGalaktyki :-) LINK. Zeszły miesiąc odpuściłam, ale to był wypadek przy pracy, więc wracam :-) Haftowane na plastikowej kanwie z zestawu, na dwie nitki. Wzór piękny, ale wymagający, a efekt mnie zdecydowanie zadowala.



Na tym kończę, ale obiecuję, że następnym razem będzie dużo Pigmejów i kolejna część zdjęć z wręczania prezentów :-)

Pozdrawiam Was serdecznie i gorąco :-)
do zobaczenia

Justyna


środa, 17 lipca 2019

Szczęście sprzyjało :-)

Szczęście sprzyjało :-)
Witajcie :-)
Wakacje, urlop długo wyczekiwane wreszcie przychodzą, ale i szybko mijają. Moje tegoroczne były wyjątkowe i to w dużej mierze dzięki Wam. Ci co do mnie zaglądają to wiedzą, że pojechałam w krainę Pigmejów, a dzięki Wam zawiozłam im piękne prezenty w postaci kocyków i czapeczek, własnoręcznie przez Was przygotowanych (można o tym poczytać TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).


Od początku sprzyjało nam szczęście, bo nawet jak kupowaliśmy bilety to podwójny bagaż był w cenie pojedynczego. Na lotnisku w Bangi, celnik chcąc sprawdzać nasz bagaż źle otworzył walizkę i wysypały się leki, które też wiozłam i zaprzestał dalszych poszukiwań, a podobno standardowo to robią i zapewne chcieliby coś w zamian za zgodę na wwiezienie. Pomimo problemów z przewiezieniem bagażu do dżungli okazało się, że za dwa dni leci dodatkowy samolot, który dowiózł nasze skarby. A no koniec była już tylko przyjemność rozdawania. Tutaj też zależało mi aby dawać rozsądnie. Część kocyków i czapeczek rozdałam podczas wizyt mobilnego ambulansu na wioskach, a część i te najmniejsze czapeczki zostawiłam w szpitala w Monasao, gdzie lekarka z Kamerunu będzie je dawać Matkom przychodzącymi z noworodkami na ważenie. 
Poniżej wklejam kilka zdjęć, nie jestem w stanie umieścić tutaj wszystkich, więc tak przykładowo:










Myślę, że o krainie w której mieszkają Pigmeje jeszcze wielokrotnie tutaj napiszę, bo przecież mam cały czas przed oczami ten piękny kraj i wszystko co zobaczyłam (część już prezentowałam na Instagramie LINK). Jak pozbieram zdjęcia od osób z którymi podróżowałam to będę jeszcze wstawiać zdjęcia z przekazywania Waszych prac :-) 
Na tym dzisiaj kończę, jakoś nie idzie mi to pisanie, może te przesilenie pourlopowe, a może już tęsknota :-)

pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia wkrótce

Justyna