Dzisiaj będzie B, jak bransoletka, czyli ulubiona przeze mnie część B, jak biżuterii, a ponieważ cykl jest o doskonaleniu się w wykorzystywaniu żywicy, to będzie o ostrych jak B brzegach, czyli o szlifowaniu.
Zanim jednak przejdę do części praktyczno-poradnikowej to pokażę nad czym pracowałam i co było moim modelem.
Po pierwsze, zainspirowana pracami na Pintereście (LINK do mojego albumu, gdzie zbieram te piękności), lekko zabarwiłam żywicę i dodałam do niej płatki złotej folii, którą kiedyś kupiłam z myślą o decoupage
efekt oceniam jako bardzo ciekawy. Następnym razem trochę bardziej zabarwię żywicę i chyba dam mniej tej metalicznej folii. A może w ogóle zrobię zieloną żywicę i dołożę miedziane płatki metalu? też może być ciekawy efekt.
Dodatkowo także powtórzyłam bransoletki-celebrytki w wersji kolorowej :-)
Tak wyglądają efekty. Mam nadzieję, że Wam się podobają, a teraz będzie część warsztatowa :-)
Jak powstaje bransoletka? Mam foremkę silikonową, do której wkładam to co chcę utrwalić, a następnie zalewam żywicą. Delikatnie, żeby się nie porobiły purchle, bo tam nie będzie żywicy i będzie to źle wyglądać. Na zdjęciach, z dużym zbliżeniem widać niewielkie pęcherzyki powietrza, ale te są w rzeczywistości w zasadzie niewidoczne, walczę z tymi większymi. Dodatkowo często zalewam foremki na dwa razy. Na początku około połowę, może 2/3 aby np frywolitka czy suszki nie wypłynęły na wierzch. Ostatecznie wypełniam foremkę z lekkim meniskiem wypukłym, bo w czesie schnięcia żywica zmniejsza swoją objętość.
Jakbym się nie starała, to ten otwarty brzeg wymaga obróbki, czyli po prostu wyszlifowania. Czasami z tego wypukłego menisku zrobi się menisk wklęsły i brzegi są ostre, albo po prostu jest on nierówny i "haczący"- jest to nieakceptowalne.
Długo zbierałam się do tego szlifowania. Nie mam żadnego profesjonalnego warsztatu, ale coś tam potrafię ;-)
Jak widzicie na zdjęciach, wykorzystuję wiertarkę do której zamocowałam tarczę na gąbce z rzepem i tak szlifuję. Zmieniam papiery ścierne zaczynając od 80, a kończę na 3000, kupiłam cały zestaw w dobrej cenie na Allegro. Jest to trochę uciążliwe i ręce bolą, ale efekt jest. Już nawet całkiem nieźle wychodzą mi powierzchnie płaskie, jak te w bransoletkach, natomiast muszę jeszcze poćwiczyć szlifowanie np kul. Do tego jednak trzeba zapewne trochę innego sprzętu :-)
Na początku miałam papiery do 400 i już mi się wydawało, że jest nieźle, ale to było za mało.
Na zdjęciach trudno to pokazać, ale ta zielona na dole jest surowa, wyjęta z formy i ma ostre brzegi, ta po prawej jest szlifowana papierami do gradacji 400, a ta po środku do 3000, a potem jeszcze filc, delikatna pasta i mleczko.
Wymaga to cierpliwości, ale przecież praca musi być wykończona :-)
Szlifowany brzeg jest płaski i trochę grubszy, ale to mi zupełnie nie przeszkadza. Zobaczcie zdjęcia na dole, na pierwszym węższa bransoletka od strony szerszej, a potem węższej:
Według tej samej zasady zrobiłam także pierścionek. Robiąc zamówienie dołożyłam taką foremkę na próbę :-)
pierścionek musiał być mocno zeszlifowany, bo tak jest przygotowana foremka:
czyli cały ten dolny rant, był do starcia.
Samo to szlifowanie to brudna robota, dlatego wykorzystuję garaż, ale może w lecie przysposobię sobie inne pomieszczenie, bo tak jak teraz patrzę, to ten obgryziony przez psa stołeczek i taboret, to wielka prowizorka, ale skuteczna. W sumie to nie wiem, czy mi nie przejdzie ta fascynacja żywicą, więc nie chcę robić inwestycji :-)
Na dzisiaj "Przygody Rękodzielnika" dobiegają do końca, może następnym razem, będzie o wykorzystaniu ramek, albo inne moje obserwacje, zobaczymy ;-)
A na koniec moje dzisiejsze obserwacj ogrodowe, czyli przebiśniegi na początku lutego :-(
ciemierniki, ale dla nich to nic nowego :-)
i ozdobna kapusta, której nie wyrzuciłam jesienią, bo ładnie wyglądała i nadal tak wygląda :-)
a przynajmniej nie jedzą jej gąsiennice, bo te to chyba jeszcze jednak śpią :-)
Na dzisiaj kończę i tak mi przydługo wyszło. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa, pod poprzednimi postami i tymi frywolnymi LINK i tymi krzyżykowymi LINK. Bardzo, bardzo dziękuję i proszę o jeszcze :-) bo to dla mnie wspaniała motywacja.
W tym miesiącu zapowiada się baaaardzo krzyżykowo, ale czy się uda zobaczymy :-)
Dzisiaj pozdrawiam już wszystkich zaglądających bardzo serdecznie
do zobaczenia
Justyna
Widzę, że pomału mistrzostwo w tworzeniu żywicznej biżuterii osiągasz. Cudne są te bransoletki i pierścionek. Z warsztatem, a właściwie z jego brakiem, bardzo dobrze sobie radzisz, ale przecież Ty kreatywna kobieta jesteś, do tego uparta i bardzo pracowita. Działaj więc i się chwal, ja z ogromną przyjemnością podglądać będę.
OdpowiedzUsuńBransoletki z płatkami złota wyglądają obłędnie! ja akurat nie lubię sztywnych bransoletek, ale powinnaą spróbowac np. naszyjnik czy kolczyki- myślę, ze wyszłoby super! Podziwiam!
OdpowiedzUsuńNiesamowicie pracochłonną pasję wybrałaś . Z podziwem spoglądam na każdą pracę. Bransoletki, pierścionek, kolczyki w żywicy.WOW!!! Efekt wart takiego poświęcenia. Napisałaś, że przy tworzeniu trochę się kurzy, i tu akurat coś na ten temat wiem. Robiłam ażurowe jajka wielkanocne z wydmuszek. Wszędzie pełno opiłków wapna i ciągle nos "zatkany". Taka robota w domu to ciągłe sprzątanie. Poczekamy na ciepłe dni i popracujemy na tarasie. Ale warto czasami się poświęcić. A Twoje prace są CUDNE.
OdpowiedzUsuńPodziwiam i serdecznie pozdrawiam
Mega są te bransoletki. Nie mogę uwierzyć że sama je robisz. Ta ze złotem jest piękna. Jeżeli chodzi o ogród to kapusty ozdobne jak u Ciebie- cały czas w formie, przebiśniegi kwitną. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńWow, trudno ubrać w słowa zachwyt, jaki czuję oglądając Twoje prace :) Bransoletkami jestem oczarowana.. zaczarowana.. :)
OdpowiedzUsuńWow! Jestem pod wielkim wrażeniem. Znam inny sposób na szlifowanie: poprosić męża. Mój pracował wiele lat jako stolarz więc ma wprawę. Ja mogłabym sobie krzywdę zrobić. :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam Justynko bardzo, zwłaszcza to szlifowanie bo trzeba do niego anielskiej cierpliwości. Ale Ty ja zawsze miałaś i wychodzi Ci to rewelacyjnie. Efekt końcowy wart poświęconego czasu bo bransoletki są piękne. Szczególnie spodobały mi się te z zatopioną frywolitka, wyglądają obłędnie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Świetne bransoletki! Ciekawie opisałaś proces produkcji i szlifowania. Mimo, że jest to pracochłonne, to efekt jest rewelacyjny i wart zachodu. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy sposób utrwalania prac w innych technikach i elementów przyrody żywej i nieożywionej. Szlifowanie wymaga kondycji i cierpliwość, a efekty zachęcają do dalszych wysiłków. W piątkowy wieczór szlifowanie pochłonęło mi cztery godziny, ale ja tak prozaicznie szlifowałam tylko drzwi :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŚwietna technika i wspaniałe prace stworzyłaś! Widząc narzędzia od razu zaczęło mi się kołatać hasło "Rękodzielniczki schodzą do warsztatu" lub "ciężka broń rękodzielniczki";)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Justynko:)
No i chyba się zakochałam, a miałam niczego nowego nie tykać:(
OdpowiedzUsuńJustynko same cudne cudności pokazałaś i tu na blogu i na Pintereście aż sie wierzyć nie chce, ze można je przygotować w domu,Pięknie i jeszcze raz pięknie. Brawo!
Ja to aż się boję do Ciebie zaglądać bo te wszystkie Twoje pomysły przyprawiają mnie o palpitacje serca (o palpitacjach portfela nie wspominając) Czekam niecierpliwie na szkolenie praktyczne, teorię uczciwie przyswoiłam😉 Piękne prace Justyś, życzę sobie dalszych przygód😊
OdpowiedzUsuńNieustająco zachwyca mnie ta technika!
OdpowiedzUsuńNiestety ten brak warsztatu lub miejsca :/
chyba tylko to mnie powstrzymuje przed spróbowaniem tej techniki.
Więc będę łapczywie podziwiać twoje dokonania i skrycie zazdraszczać i umiejętności i możliwości;))))
Często widzę takie "żywiczne" wyroby ale nie zagłębiałam się zbytnio jak się je robi. Bardzo dobrze przedstawiłaś kulisy powstawania takich cudeniek. Z wielkim zaciekawieniem czytam jak to jest zrobione. Sama nie będę porywać się na ich zrobienie bo to przewyższa moje umiejętności jednakże trzymam kciuki za Ciebie. Śliczne rzeczy tworzysz a bransoletka ze złotem to istne cacuszko!
OdpowiedzUsuńŚwietne bransoletki, tym razem najbardziej podobają mi się te z kawałkami złotej folii - pięknie to wygląda, tak na bogato :) Twój warsztat jest całkiem profesjonalny, ja też pracuję w podobnych warunkach ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło :)
Nie wiem co powiedzieć, bo wydaje się, że wszystko zostało powiedziane. Jestem zachwycona i Twoimi pomysłami i pracowitością. Wiem, a raczej wyobrażam sobie jakie pokłady cierpliwości potrzebuje ta technika. czekam z niecierpliwością, by móc poprzyglądać się i namacalnie spróbować " z czym to się je" . Buziaczki Justynko i pozdrowionka.
OdpowiedzUsuńBransoletki z żywicy pięknie się prezentują zwłaszcza ta ze złotymi płatkami. A szlifowania to Ci nie zazdroszczę trzeba mieć cierpliwość i wiedzę jak to robić. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSuper:) złote płatki dały bardzo ciekawy efekt. A co do samego procesu-niby wydaje się, że wystarczy zalać foremkę A tu się okazuje że to wcale nie takie łatwe:)
OdpowiedzUsuńO szlifowaniu coś wiem ;);) do decoupage używam kilku różnych gradacji papieru, szlifuję kilka-kilkanaście razy. Uwielbiam aksamitny efekt po szlifowaniu ale samo szlifowanie jest męczące i dość brudzące;)
Piękna biżuteria.Dużo pracy ,ale efekt niesamowity.Ta ze złotem cudo!
OdpowiedzUsuń