Spieszę dzisiaj do Was znowu z opisem moich wojaży, czyli co było po Bangi :-)
Po pierwsze - bo obiecałam, po drugie - bo mam trochę kolejnych zdjęć, a po trzecie, bo bardzo mi zależy żebyście nie odnieśli wrażenia, że mój wyjazd to jakieś poświęcenie było. Było super, moc nowych wrażeń, także socjologicznych i w ogóle :-)
Wyjazd do RCA udał się dzięki mojej koleżance, która pracuje tam dla WWF, jeżdżąc mobilnym ambulansem do wiosek, gdzie mieszkają Pigmeje i w ten sposób leczy podstawowe i najczęstsze tam choroby. Średnio w każdej z wiosek jest raz na dwa tygodnie. W ciężkich przypadkach zawozi pacjenta do szpitala publicznego. Usługi medyczne są płatne, nie jest to pełne pokrycie kosztów, ale opłata, która powoduje docenienie tej opieki. Pigmeje płacą połowę ceny za wizytę i mają leki darmowe, pozostali płacą i za wizytę i za leki. Dzień kiedy przyjeżdża lekarz do wioski, to oczywiście wydarzenie, więc z reguły przychodzą wszyscy lub prawie wszyscy. Punkt przyjęć to najczęściej kaplica kościoła katolickiego. Niech Was jednak nie zwiedzie szumna nazwa, bo jest to zwykle wiata pokryta liśćmi palmowymi.
Ambulans, to zwykły samochód terenowy, do którego pakowane jest kilka walizek z lekami i podstawowymi opatrunkami:
Na miejscu, za biurko najczęściej służy ołtarz:
a ławki (chociaż to duże słowo, jak się popatrzy na te patyki) są poczekalnią i widownią.
Przyjęcia odbywają się na oczach wszystkich, bo nie ma innej możliwości.
Podczas takich wizyt na wioskach rozdawaliśmy Wasze DARY. W sumie dobrze, że część czapeczek była większa, bo pasowała na różne głowy.
Wybaczcie jakość zdjęć, ale są one niepozowane, w różnym oświetleniu robione i zdecydowanie nie mają służyć artystycznym celom :-)
widzicie ten piękny uśmiech :-)
po założeniu opatrunku i bolesnym zastrzyku należy się nagroda :-)
a widzicie tego niesamowicie chudego psa na drugim planie?
no tutaj to był straszny płacz po zastrzyku, więc nagrodą była ośmiorniczka :-)
a i tutaj nie spodobaliśmy się zdecydowanie Maleństwu, więc szybciutko wycofałam się na większą odległość. Zresztą u części dzieci, nasz odmienny wygląd powodował strach i płacz. Na szczęście nie u wszystkich :-)
A tutaj próbowaliśmy ustawić przynajmniej część dzieci do grupowego zdjęcia, ale totalnie się to nie udało, chociaż zdjęcie ma swój urok :-)
To chyba na tyle dzisiaj. Jak Was jeszcze nie zanudziłam, to następnym razem opowiem o łowieniu ryb z Pigmejkami, no niezapomniane przeżycie :-) chyba, że wolicie słonie i goryle? - ok, w sumie będą pewnie dwa posty :-)
A teraz już pozdrawiam Was bardzo serdecznie, jeszcze raz dziękuję za przekazane czapki, kocyki i inne drobiazgi
do zobaczenia
Justyna
Pisz, ile wlezie! Co za wspaniała przygoda a i pomoc do tego1 Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńNiesamowicie wygldają kolorowe czapeczki na ślicznych, małych główkach.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawa relacja i świetne zdjęcia Justynko. Czekam na ryby, goryle i słonie:)))
Uściski
Pięknie im w tych czapeczkach!
OdpowiedzUsuńCzekam na następne zdjęcia. Pozdrawiam Justynko:)
Och ! Jak świetnie ! Akcja się udała ! Widać radość w oczach mam, a czasem zdziwienie i niedowierzanie. Tyle dobra ! Jesteś Wielka !!!
OdpowiedzUsuńJustynko niesamowite są te zdjęcia, i aż się wierzyć nie chce, że Ty tam byłaś. Aż się serce raduje, że Twoja akcja przyniosła tyle dobra dla Tych biednych ludzi.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekan na ciąg dalszy.
Justynko po przeczytaniu Twojego posta chyba przestanę już narzekać na naszą służbę zdrowia. Świetny post, relacja, zdjęcia super i nie ukrywam że czekam na więcej :)). Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńDawaj i o rybach i o słoniach a zdecydowanie o gorylach!
OdpowiedzUsuńNa pewno któremuś wpadłaś w oko!
w końcu blondynka na Czarnym Lądzie ...
to spore wydarzenie dla tubylców ;DDDD
Justynko z wielką przyjemnością zobaczyłam zdjęcia.
OdpowiedzUsuńNawet zobaczyłam mój kocyk (tam gdzie jest chudy pies)
mama ogląda go,chyba podobają jej się kolory. Wklejaj
więcej zdjęć. Wszyscy chętnie je obejrzą. Pozdrawiam.
Bardzo ciekawa relacja. Sprawiłaś dzieciaczkom radość, ślicznie wyglądają ich buziaki w tych czapeczkach. Takie drobiazgi, a tyle szczęścia!
OdpowiedzUsuńWzruszyły mnie te zdjęcia. Chude te maleństwa i chudy pies. Ale czego oczekiwać gdy jest się biednym. Ale cieszy mnie fakt, że taka kropla w morzu potrzeb wprowadziła radosną chwilę.
Pozdrawiam serdecznie. Ciekawa jestem dalszych opowieści.
Jak cudownie,ślicznie a mnie ciepło na serduchu.Justynko, ja podbiorę zdjęcia na których sa moje dziergadełka , tak na pamiątkę.
OdpowiedzUsuńZnów czytałam z zapartym tchem (i przeczytam każdą ilość, więc możesz pisać i pisać), zdjęcia również robią wielkie wrażenie. Kolorowe czapeczki i kocyki pięknie się prezentują i widać, że sprawiają radość.
OdpowiedzUsuńJak zawsze, czekam na więcej :)
Pięknie dziękuje za relacje, zdjęcia. Podziwiam Justynko te tłoczące się maluchy w czapeczkach i bez, z radosnymi minkami.Podziwiam również Ciebie, że dałaś radę to wszystko "ogarnąć" i nam pokazać. Serdeczności ślę i czekam na dalsze opowieści z czarnej Afryki
OdpowiedzUsuńWspaniała fotorelacja. :)
OdpowiedzUsuńAż się serce ściska patrząc na radość obdarowanych i świadomość, że moja cząstka też komuś radość sprawiła.
Justynko - dziękuję za akcję, za dostarczenie wszystkich naszych prac i obdarowanie dzieci.
Jeśli pozwolisz, to pokażę u siebie w blogu Twoje fotki z moimi czapeczkami i oczywiście odwołam się do Twojego wpisu.
Pozdrawiam ciepło.
Z ogromną ciekawością oglądam Twoją fotorelację i targają mną różne uczucia. Straszna bieda rozdziera serce ale ta radość z prezentów również i mnie się udzieliła a jak zobaczyłam dzidziusia w mojej zielonej kociej czapeczce to prawie do góry skoczyłam:) Taka mała rzecz a tyle emocji dostarczyła. Wielkie podziękowania należą ci się za taką piękną akcję. Cieszę się, że dziergadełka trafiły we właściwe ręce a właściwie to na śliczne główki:)
OdpowiedzUsuńOjej... tytuł "radość" ma tyle znaczeń w odniesieniu do tego, co pokazałaś i napisałaś... z jednej strony Twoja radość - po prostu z wyjazdu... :) a także radość Pigmejów - z tak prostej i małej rzeczy jak kocyk czy czapeczka... to takie... wzruszające, niesamowite... i porażające jednocześnie... i dające do myślenia :) Warto czytać relacje takie jak Twoja :)
OdpowiedzUsuńWspaniała relacja z tej jakże pięknej akcji, podziwiam Cię wielce Justynko, dzieci musiały być przeszczęśliwe! Pozdrawiam! ;)
OdpowiedzUsuńRadość zabrałaś ze sobą w ten odległy koniec świata, innego świata. I nie mam tu na myśli tylko czapeczek i kocyków chociaż zdjęcia piękne (dostrzegłam ośmiorniczkę:-)) Widzę, że i radość ze sobą przywiozłaś i czekam kiedy będziesz się nią z nami dalej dzielić pod postacią goryli, słoni i wszystkiego, co wśród nich przeżyłaś. Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńRadość WIELKA:)
OdpowiedzUsuńJustynko, o Twoim wielkim sercu i pięknej czapeczkowej już pisałam i powtarzać słów uznania i zachwytu nie będę. Dziś moją uwagę skupiam na odmienności naszych światów, tych europejskich i afrykańskich. Niedostatek, w którym żyją Ci ludzie mnie przeraża i trudno byłoby mi się w tych warunkach odnaleźć, ale może to tylko dlatego, że do innych standardów przyzwyczajona jestem. Czy mieszkańcy tamtego świata dostrzegają różnicę i czy chcieliby w naszych warunkach żyć? Oni są tacy smutni. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSuper relacja!
OdpowiedzUsuńOczywiście pisz Justynko ile się da. Miałaś okazję być tam i radość dzieciakom i mieszkańcom tych ziem zawiozłaś. Twoje opowieści choć trochę przybliżą nam inny świat i pozwolą może docenić to, co posiadamy tutaj, w jakże odmiennym świecie. Czekam na relacje iście przyrodniczą. Oj będzie ciekawie. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawa relacja, z chęcią przeczytam więcej :) Zdjęcia niepozowane są najlepsze. Akcję obserwowałam, nie miałam możliwości dołączyć, ale jeśli będzie kolejna edycja z pewnością to zrobię :) Wspaniale, że umożliwiłaś zobaczyć jej zakończenie.
OdpowiedzUsuńWspaniała akcja i bardzo cieszę się, że mogłam w niej wziąć udział. Dałaś tym dzieciom troszkę kolorów tymi naszymi wyrobami :)) Dziękuję za tą relację pełną zdjęć. Dzięki Tobie mogłam chociaż odrobinę spojrzeć na to, jak Ci ludzie tam żyją.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Wow co za przygoda i to pomocna:) wielka jestes!!!
OdpowiedzUsuńale to była super sprawa wziąć udział w tej pięknej czapeczkowej akcji! Az żałuję, że zrobiłam ich tak mało!
OdpowiedzUsuń